Rzut okiem
PORTAL KULTURALNY

Rzut okiem

Wykreować niebezpieczny świat. Film „Zabić bobra” Jana Jakuba Kolskiego po dwóch latach od światowej premiery właśnie wszedł do polskich kin. Obraz zdobył nagrody m.in. na Camerimage czy w Karlowych Warach, lecz czy jest to wyznacznikiem jego kunsztu? Niekoniecznie. Były żołnierz Eryk (Eryk Lubos), który po powrocie ze służby w Iraku i Afganistanie od trzech lat jest na wojskowej emeryturze, udaje się na rodzinną wieś, aby wykonać pewną tajną misję. Lokuje się w opuszczonym domu i zakłada tam swoją bazę. Spędza godziny na planowaniu i ćwiczeniach, które mają go przygotować do bezbłędnego wykonania zadania. Pewnego dnia jego porządek burzy młoda, nieletnia dziewczyna (Agnieszka Pawełkiewicz), z którą połączy go erotyczna fascynacja. Z jednej strony jest wściekły, że wkracza ona w jego dokładnie zaplanowany świat, z drugiej zagłębia się coraz bardziej w tworzącą się intymną relację. Jednak ten misternie ułożony plan, okazuje się tylko paranoicznym wytworem, niemogącego poradzić sobie z wojennymi przeżyciami Eryka. „Zabić bobra” jest ujęty w klimat thrilleru, nie znajdziemy tu takiego Kolskiego, jakiego znamy z chociażby „Jasminum” czy „Wenecji”. Dostrzeżemy tu ostry montaż, pojedyncze sekwencje, a niekiedy także zdjęcia wykonane jak gdyby amatorską kamerą. Sama fabuła filmu wydaje się intrygująca, jednak widoczne są liczne niedopracowania scenariusza. Wątki w filmie potraktowane są trochę „po łebkach”, ciekawe inspiracje rodem z „Leona Zawodowca” niestaranne. Ogromnym plusem filmu jest główny bohater grany przez Lubosa, który genialnie ukazuje psychiczną degradację. Ten film jest pewnego rodzaju eksperymentem Jana Jakuba Kolskiego, który przez lata wypracował sobie swój własny styl reżyserowania, tutaj kompletnie od niego odbiegając. Czekamy na kolejny jego obraz „Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata”, który miejmy nadzieję, będzie utrzymany w typowym dla Kolskiego tajemniczym i sielskim klimacie. K [link]


"Gra o Tron" może skończyć swą przygodę w kinach, a nie na ekranach telewizorów.
George R.R. Martin, twórca "Pieśni Lodu i Ognia", na których oparty jest zdobywający coraz większą popularność serial HBO, wypowiedział się na temat dalszych losów ekranizacji swych dzieł. W związku z rozrastaniem się dzieła o kolejne niemałe tomy, pojawiły się głosy, iż seria powinna zostać przeniesiona na ekrany kin. Miałoby to pozwolić na zwiększenie budżetu i możliwości twórców przy budowaniu wizji fantastycznego świata Westros. Pisarz wyraził także chęć ekranizacji trzech innych powieści, tym razem z cyklu "Tales of Dunk ang Egg", którego historia także odbywa się w świecie znanym z serialu, jednak opowiada o wydarzeniach dużo wcześniejszych. W związku z popularnością "Gry o Tron", a także ilością pomysłów na rozwój uniwersum wypowiadany przez autora, jednego można być pewnym - dzieła Martina niedługo zagoszczą w kinach. Pytaniem jest tylko, które i kiedy. M [link]


„Zimowa powieść” Szekspira w Teatrze Collegium Nobilium, czyli spektakl wygrany jak z nut.
Od 20. do 23. marca w Teatrze Collegium Nobilium znów będziemy mogli zobaczyć „Zimową opowieść” – dyplomowe przedstawienie studentów IV roku Wydziału Aktorskiego w reżyserii Cezarego Morawskiego (premiera: październik 2013). Historii króla Leontesa, którego zgubna i obsesyjna zazdrość prowadzi do wielkiej tragedii, nie trzeba chyba nikomu przypominać. I choć trzeba przyznać, że spektakl Morawskiego raczej nie zrewolucjonizuje naszego podejścia do dzieł Szekspira, to warto sprawdzić, jak na scenie radzą sobie młodzi aktorzy (część z nich jest już znana z ról w polskich serialach i filmach). A radzą sobie bardzo dobrze: sprawnie opowiedziana historia przeplata się z innymi środkami wyrazu, takimi jak taniec i muzyka, co sprawia, że spektakl staje się momentami wyjątkowo sensualny. Szczególna uwaga należy się także scenografii – wielofunkcyjność poszczególnych elementów i gra świateł nie tylko sugerują gdzie właśnie toczy się akcja, ale także (a może przede wszystkim) wpływają na percepcję przedstawienia, które dzięki takim rozwiązaniom staje się jeszcze bardziej dynamiczne. www.at.edu.pl...
N [link]


Jak pisać o Afryce, czyli (anty) know-how Binyavangi Wainainy.

„Wskazane są szerokie pociągnięcia pędzlem” - pisze w swoim artykule kenijski pisarz Binyavanga Wainaina . Głodujące masy. Lud, nie ludzie. Smutni, nigdy zadowoleni. Dzicy i dziwaczni. Zgłupiali. Nieswoi. Zanurzeni w niekończącym się, odrębnym kulturowo rytuale, odarci z życia codziennego.
Jednostki przedstawione poprzez uwypuklenie traum: głodująca, konająca matka, brudne dziecko, nagość i okaleczenie.
Pisać należy, uwzgledniając bohaterskich, przybywających z Zachodu wyzwolicieli, obrońców przyrody bądź wojowników o prawa człowieka. Nie wolno bać się tragicznych wątków, Wojny, AIDS (pisanych wielką literą). Sypnąć do tego należy szczyptę pustynnego piasku i nie zapominać o skąpaniu choć jednej sceny swej prozy w magicznym świetle zachodzącego, pustynnego słońca, które nigdzie na świecie nie tworzy takich kompozycji ze światłocienia.
Wainaina pisze: bo czytelnikowi się nie spodoba, jak tego i tego nie zawrzesz, bo sprzedaż książki wzrośnie, jak tylko umieścisz te fakty. Najczęściej cytowany artykuł dotyczący Afryki, opublikowany w „Grancie” w 2005 roku, jaskrawie pokazuje, jaki jest stosunek świata zachodniego do Czarnego Lądu. Ironiczne, jadowite wręcz słowa pisarza punktują raz po razie: nie chcecie dla nas ratunku, nie chcecie nas poznać. Pragniecie tylko się nami zabawić, kupić nas, i odrzucić po skonsumowaniu. Co więcej, w pełnych burzy zdaniach Wainainy pobrzmiewa również brak zgody na kolejną kolonizację, tym razem zawłaszczającą obraz Afryki, do czego prawo roszczą sobie zachodni kronikarze.
Swoją receptę na pisanie przedstawił w powieści „Kiedyś o tym miejscu napiszę”. To spojrzenie z samego środka, autobiografia bezpośredniego świadka wydarzeń, powieść wielowymiarowa i przebogata w rozmaite odcienie tego nieopisanego kontynentu. Jak należy pisać o Afryce? Poznawszy ją na wylot, znając niuanse życia jej mieszkańców, bez kalk i schematów. A przede wszystkim wbrew oczekiwaniom czytelników. www.karakter.pl...
DR [link]


Sin City powraca, a w nim Marv, Nancy, Hartigan oraz reszta bohaterów znanych z pierwszej części.
Choć produkcja powstawała w bólach, po ośmiu latach możemy obejrzeć pierwszy zwiastun nowego filmu utrzymanego w klimacie neo-noir. Wrażenia? Nie ma tu nic, czego nie widzieliśmy już w poprzednim filmie: jest zabawą formą komiksów Millera (tym razem niestety w 3D), konkretna dawka przemocy i erotyki, a także niemal cała obsada znana pierwszego filmu. Sporym plusem są trzy nowe nazwiska – Josh Brolin zastępujący w roli Dwighta Clive’a Owena, Eva Green jako tytułowa Damulka, a także Joseph Gordon-Levitt w roli, którą napisano specjalnie do filmu. Jednak dla miłośników czarnych kryminałów najciekawszą osobą w całej ekipie jest z pewnością laureat Oskara William Monahan – scenarzysta W sieci kłamstw, Londyńskiego bulwaru i Infiltracji. Co prawda scenariusz tworzył wspólnie z Robertem Rodriguezem, ale należy mieć nadzieję, że to głównie efekt jego pracy będziemy oglądać na ekranie.
Premiera została zaplanowana na 22 sierpnia.
www.youtube.com...
PK [link]


Wystawa Aleksander Gierymski 1850-1901 już od 20 marca otwarta dla publiczności.
My możemy zdradzić, co czeka zwiedzających: ogromna dawka znakomitego malarstwa jednego z najbardziej zagadkowych malarzy polskich. Oglądamy prawie całą zachowaną spuściznę Aleksandra Gierymskiego, czyli ponad 120 obrazów i szkiców olejnych, ok. 70 rysunków, jeden szkicownik, serię grafik wykonanych według rysunków artysty oraz zespół fotografii modeli pozujących Gierymskiemu.
Jak pomieścić taki zbiór w stosunkowo niedużej przestrzeni wystaw czasowych MNW? Scenografia projektu Tomasza Osięgłowskiego w delikatny, ale jednocześnie czytelny sposób, porządkuje prace malarza, głównie według okresów twórczości. Ściany ekspozycji to falujące, białe sinusoidy, które zbliżając i oddalając się od siebie tworzą przestrzenie dla poszczególnych grup dzieł. Nie ma dramatycznego mroku, jak w poprzednich wystawach w MNW – bohaterem jest Gierymski i jego dzieło. Wystawie towarzyszy imponujący katalog, który zbiera całą aktualną wiedzę na temat malarza. Co tu dużo mówić – obecność obowiązkowa. A recenzja w Magazynie już niebawem. SO [link]

Ludzkie osiedla, nieludzkie rozmiary. Motywem przewodnim ostatniego dnia Beton Film Festivalu było „życie w maszynie”. Hasło to zostało bardzo dobrze pokazane na podstawie Osiedla za Żelazną Bramą i Collonade Park.
Oba te osiedla są przypadkami ekstremalnymi: Osiedle za Żelazną Bramą ze swoim mistrzowskim wypełnieniem wszystkich wyżyłowanych norm metrażowych i z niesamowitą lokalizacją. Oraz Collonade Park, czyli jedna z wielu rozsianych po Ameryce wież Collonade Miesa van der Rohe, o prześwietlonych wręcz, luksusowych mieszkaniach o otwartym planie, stojącej niemalże w gettcie.
Mimo tysięcy kilometrów odległości obie te maszyny do mieszkania borykają się z podobnymi problemami. Chociaż styl życia i motywacje do mieszkania w tym, a nie innym miejscu w obu krajach są skrajnie różne. Oba dokumenty przybliżają nam wygląd codziennego życia w tych ogromnych społecznościach, na podstawie luźnych rozmów z ich mieszkańcami. Z pojedynczych, z pozoru niczym nie związanych ze sobą historii, składa się większy obraz, trochę tak jak wszystkie mieszkania składają się na cały budynek. 
Pomimo braku narracji i jakichkolwiek wypowiedzi ekspertów w tej dziedzinie, każdy widz jest w stanie poczynić własne spostrzeżenia socjologiczne. I poprzez wysłuchanie opowieści mieszkańców w ich przestrzeni życia, poczuć prawdziwie klimat miejsca. 
Pomimo dużo większej rotacji mieszkańców w amerykańskim Collonade Park możemy usłyszeć również historie o otoczeniu budynków na przestrzeni wielu lat, które w obu przypadkach zmieniło się w dramatycznym stopniu. Ich oddziaływanie na otoczenie i znaczenie w przestrzeni, w której się znajdują ulega ciągłym przemianom. 
Oba osiedla uchodziły w czasie swojego powstania za luksusowe i nowoczesne, jednak ich wygląd i założenia są tak różne jak systemy polityczne panujące w USA i Polsce w czasie ich powstania. Przez lata opinie o tych założeniach zmieniały się, można usłyszeć wiele skrajnych opinii na ich temat, jednak wśród wszystkich zdań można doszukać się pewnych trendów. Niewątpliwie każde z tych założeń ma wiele ciekawych aspektów zarówno architektonicznych, jak i urbanistycznych, czy dalej socjologicznych i społecznościo-twórczych. Oba dokumenty stawiają wiele pytań i pokazują możliwe scenariusze dla innych, oderwanych od ludzkiej skali osiedli, pozostawiając jednak widzów z przekonaniem, że wszystko tak naprawdę zależy od ludzi, kórzy je zamieszkują. AB [link]

Mister i Miss polskiej literatury wybrani. Portale internetowe postanowiły zaprezentować nam rankingi najprzystojniejszych pisarzy i pisarek.
Najlepiej zacząć od samego końca, czyli od Andrzeja Sapkowskiego, który wśród przedstawicieli płci męskiej zajął zaszczytne trzynaste miejsce. Szczerze mówiąc dość dziwny wybór, chyba powodowany jakimiś perwersyjnymi fantazjami, zapewne zaczerpniętymi z „Wiedźmina”, choć i tu mamy wątpliwości. Jego tusza i wąsy raczej zachęcają do wstrzemięźliwości niż seksualnego rozpasania.
Inaczej do sprawy podeszli autorzy listy kobiecej, którzy postanowili zakończyć swoją robotę na wyliczeniu dam, które potem każdy może uszeregować według własnego gustu. To nie jedyna słabość tej listy. Pisarki na niej się znajdujące są znane właściwie nie wiadomo z czego. Kto z Was słyszał o Nikolinie Rudol, Gai Grzegorzewskiej czy Marcie Obuch, proszony jest o pilny kontakt. Ze wstydem przyznajemy się do braku wiedzy, ignorancji wręcz. Dlatego chętnie też nadrobimy zaległości.
Warto się jeszcze na koniec przyjrzeć szczytowi rankingu przystojnych pisarzy. Bezkonkurencyjnie króluje na nim Szczepan Twardoch, śląski twardziel, król programów śniadaniowych, autor poradnika „Sztuka życia dla mężczyzn”, który w czasie wolnym lubi oddawać się twórczości mniej poważnej takiej jak „Morfina” czy „Wieczny Grunwald”.
FT [link]

Macie apetyt na nowy film Wesa Andersona? Ten przepis sprawi, że jeszcze się on zaostrzy! Do nietypowego stylu reżyserskiego reprezentowanego przez Amerykanina dołączają właśnie niestandardowe formy promocji jego twórczości, które sprawią, że rzesze filmowych fanów zasilą jeszcze miłośnicy gotowania… Bo czy ktoś widział kiedyś piękniej zrealizowany tutorial kulinarny (i apetyczniejsze ciasto)? Co prawda wielu filmowych potraw mogliśmy skosztować już za sprawą świetnego bloga Pauliny Wnuk (http://www.frommovietothekitchen.pl/) i powstałej na jego podstawie książki kucharskiej, ale jeszcze nigdy receptury filmowej potrawy nie zdradził sam reżyser! Nasza wyobraźnia została właśnie uprowadzona, a żołądki urządzają cyrk motyli.
Cóż możemy dodać – zakochaliśmy się i mamy apetyt na więcej… Jak to dobrze, że już wkrótce premiera „The Grand Budapest Hotel”! PC [link]


Od Haw-Lin do Haw-Lin Services czyli kolejny przykład, jak dzięki popularnemu blogowi można rozpocząć własną działalność, a w tym wypadku studio bardzo kreatywne.
Gdy sześć lat temu graficy, Nathan Cohen i Jacob Klein, złożyli prywatny mood board, przez którego dzielą się swoimi inspiracjami, nie spodziewali się, że ich strona będzie jednym z najbardziej popularnych serwisów bazującym na obecnych nurtach w sztuce, designie, modzie i szeroko pojętej architekturze. Wraz ze znacznym rozpowszechnieniem bloga, berlińczycy zaczęli przykładać większą uwagę do zamieszczanych postów i Haw-lin stał się świetnie kuratorowaną selekcją obecnych trendów i tendencji. Ich działania on-line zapoczątkowały i wyznaczyły trasę dla niezliczonych obecnie portali typu strumień inspiracji. Obecnie duet, opierając się na wypracowanej przez lata estetyce, współpracuje tworząc koncepcje artystyczne dla takich klientów jak SZ Magazine, Adidas, Velour, New Tendency, R.T.CO czy iGNANT. Załączamy film ukazując jeden dzień pracy duetu Hawaii-Berlin: vimeo.com...
WW [link]

KOYAANISQATSI - życie pozbawione równowagi. 

Pierwsza część trylogii Qatsi, w której skład wchodzą również: Powaqqatsi z 1988 r oraz Naqoyqatsi z 2002 r. Tytuł filmu pochodzi z języka indian Hopi i oznacza niędzy innymi życie pozbawione równowagi, w zgiełku, czy dążenie do katastrofy. 

Mamy tutaj do czynienia z bardzo dramatycznym obrazem, w którym nie ma nawet jednego dialogu, jedyne słowo, które możemy usłyszeć to powtarzane jak mantra "koyaanisqatsi". Mimo braku fabuły i minimalnej ilości tekstu przekaz filmu jest bardzo wyraźny. Oglądając go ma się mocne wrażenie nieuniknioności losu wszystkich przedsięwzięć człowieka na ziemi. Widać koło, które musi zatoczyć nasza cywilizacja. W bardzo dobitny sposób pokazane są przykłady ingerencji człowieka w przyrodę, to jak zmienia on ją zupełnie do swoich potrzeb i fakt, ze jego zniknięcie obejdzie się bez żadnego echa.

Film poza głęboką warstwą ideologiczną jest również bardzo ciekawy z czysto wizualnego punktu widzenia. Mamy tu do czynienia z wieloma bardzo inspirującymi obrazami, poza ukazaniem architektury i tkanki stworzonej przez człowieka, możemy zobaczyć ich pierwotne inspiracje. Sporą część filmu zajmują również wzory stworzone przez naturę, materiałowość, zbiór podstawowych elementów z których stworzony jest otaczający nas świat. Bardzo umiejętnie pokazane jest kreowanie atmosfery, jak również jak atmosfera w znaczeniu fizycznym kształtuje odczuwanie skali i przestrzeni. Widz wprowadzany jest w trans, który ma wzmocnić jego percepcje kolorów, przestrzeni jak i na moment odrzucić ludzkie myślenie o świecie.

Poprzez zastosowanie technik poklatkowych, długiej ogniskowej, oraz dobór kadrów bardzo niewiele ujęć w filmie ma ludzki charakter. Ludzie pokazani są tutaj jako malutkie tryby w wielkiej maszynie dążącej jedynie do wzrostu i zwiększenia wydajności. Prawie wszystkie przestrzenie pokazane w filmie również nie maja ludzkiej skali, mamy tutaj do czynienia głownie z wielkimi kanionami miast, czy zakładami produkcyjnymi, co tylko potęguje wrażenie, że ludzie są organizmami stworzonymi jedynie do pracy, i to takiej która dąży do wyciśnięcia ziemi do cna z jej surowców. Ludzie przedstawieni w tym obrazie, tak jak cały film pozbawieni są perspektywy - gdy widzimy ich oczy, zdajemy sobie sprawę, że oni nie patrzą nigdzie; przy pozbawieniu perspektywy zanikają pragnienia, emocje czy uczucia. Wypełniają dobrze swoją rolę w drodze do nieuniknionego i gwałtownego końca. Więcej informacji na temat filmu: betonff.pl... AB [link]

Temat utopi modernistycznych jest znany i poruszany nie tylko pod naszą szerokością geograficzną. Można się było o tym przekonać oglądając pierwszy film długometrażowy na BETON Film Festival - Unfinished Spaces. Opisuje on historię projektowania i budowy zespołu budynków Szkół Artystycznych w Havanie, a tłem do niej stają się przełomowe wydarzenia polityczne na Kubie. Opowieść rozpoczyna się wraz z końcem rewolucji i objęciem władzy przez Fidela Castro i Che Guevarę. Traktuje ona o grupie architektów, którzy zostali wybrani do stworzenia tego wyjątkowego założenia architektonicznego i o jego bardzo nietypowym procesie budowy, który nie został zakończony po dziś dzień, przez co jego projektanci poświęcili jemu całe swoje życie. Dzięki tej produkcji można zobaczyć mniej znaną, bezkrwawą stronę rewolucji, ludzi walczących nie bronią, a ideami, nieznanymi szerokiej publiczności, a tak ważnymi w tamtej rzeczywistości. Niesamowite budynki, które stały się symbolem rozdarcia, nie tylko w środowisku architektonicznym, ale przede wszystkim pomiędzy proletariatem, a inteligencją. Film pokazuje zderzenie socjalistycznego pragnienia wielkości, monumentalności i wyższości nad resztą świata z chęcią architektów, by realizować swoje wizje. Poprzez 50 lat wciąż niedokończonej historii tego założenia autorzy filmu pokazują również zmiany w systemie myślenia władz, społeczności i ewolucję ustroju. Historia opisywana w tym filmie jest dużo bliższa naszym realiom niż mogłoby się wydawać - każdy z zespołu architektów Zespołu Szkół Artystycznych w Havanie stanął w pewnym momencie przed tym samym pytaniem, przed którym stawało tak wielu polskich architektów połowy XX wieku - czy tworzyć zgodnie z obowiązującą doktryną, czy też zgodnie z własnym sumieniem? 

Więcej informacji na temat filmów i festiwalu: betonff.pl... AB [link]

Młodzi i piękni w walce. Niedawno w sieci pojawił się oficjalny zwiastun nowego filmu Jana Komasy „Miasto44”. Ten wysokobudżetowy obraz został stworzony z dużym rozmachem, a o efekty specjalne zadbał Richard Bain, który ma na swoim koncie współpracę m.in. z Peterem Jacksonem czy Christopherem Nolanem. W półtoraminutowym trailerze widzimy zderzenie niewinnego życia młodych ludzi, okraszonego piosenką „Young and Beautiful” Lany Del Rey, które przerywa groza wojny. Już w nim widać jak dużą uwagę skupiono na efektach czy scenografii. Co ciekawe podczas kręcenia filmu, który obejmował 63 dni zdjęciowe (tyle, ile trwało Powstanie Warszawskie), zużyto 5 000 ton gruzu, a budową dekoracji zajmowało się 10 ekip. Obsadę „Miasta44” wyłoniono z ogólnopolskich castingów, w których uczestniczyło ponad 7 000 osób, w głównych rolach zobaczymy m.in. Tomasza Schuchardta („Jesteś Bogiem”) , Józefa Pawłowskiego („Jack Strong”), Zofię Wichłacz, Annę Próchniak („Bez wstydu”) czy Maurycego Popiela. Zgodnie z tym co podkreślają twórcy „Miasto 44” nie będzie filmem historycznym, ani dokumentem o przebiegu Powstania Warszawskiego, nie będzie filmem o polityce. Będzie filmem o miłości, młodości i walce.” Widać, że projekt Komasy ma być kolejnym po „Kamieniach na szaniec” obrazem demitologizującym bohaterskie postaci i jak można wywnioskować po użyciu w zwiastunie piosenki „Young and Beautiful”, nastawionym na współczesnego młodego odbiorcę. O tym, jak zostanie przez widzów odebrane „Miasto44” przekonamy się już 1 sierpnia, kiedy to na Stadionie Narodowym będzie miała miejsce oficjalna premiera. Do regularnej dystrybucji film pod honorowym patronatem Prezydenta Bronisława Komorowskiego trafi 19 września. K [link]


Tego festiwalu nie trzeba chyba nikomu reklamować: Panie i Panowie, 34 Warszawskie Spotkania Teatralne zapraszają do rezerwowania biletów.
Jak tegoroczny wybór sztuk skomentował kurator festiwalu, Zdzisław Pietrasik: „Z kryterium rzeczy najwybitniejszych szybko zrezygnowałem (…). Zestaw, który przygotowaliśmy to rzeczy w teatrze polskim najciekawsze.” I nie sposób odmówić mu racji, ponieważ między 4. a 14. kwietnia widzowie będą mogli obejrzeć przedstawienia, które wywołały sporo zamętu na polskiej scenie teatralnej. W ramach WST zobaczymy „Do Damaszku” Strindberga w reżyserii Jana Klaty (spektakl, który zapoczątkował debatę na temat kondycji teatru w Polsce), „Podróż zimową” Mai Kleczewskiej czy wywrotową (genderową?) „Carycę Katarzynę” – wynik współpracy Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina. Ponadto do stolicy zawitają: żywo dyskutowane „Wesele” Marcina Libera, „Kronos” Krzysztofa Garbaczewskiego oraz refleksyjne i mroczne „Czarownice z Salem” Adama Nalepy. Oprócz głównego nurtu WST, jak co roku, organizowane jest także małe WST, w ramach których pokazane zostaną przedstawienia dla najmłodszych widzów. Nie zabraknie też licznych imprez towarzyszących: z inaugurującym festiwal, przedpremierowym pokazem przedstawienia „Noc Żywych Żydów” (reż. Marek Kalita i Aleksandra Popławska) na czele. Nie lada ciekawostką może być pokaz Teatru Robotycznego, które będzie mieć miejsce w Centrum Nauki Kopernik. Niestety, jak poinformował dyrektor Teatru Dramatycznego, Tadeusz Słobodzianek, tegoroczne WST mają o 25 procent mniejszy budżet niż w roku poprzednim, dlatego też przedstawienia grane będą tylko raz. Tym bardziej trzeba się śpieszyć z zakupem biletów! www.warszawskie.org... N [link]


Polskie kino familijne znów na ekanach.
"Gabriel" to opowieść o dwunastoletnim Tomku, wychowywanym przez dziadków pasjonacie gokartów. Nie znający swojego ojca chłopiec, postanawia wyruszyć w podróż i go odszukać. Pomaga mu w tym poznany w podróży kolega - Gabriel. Z opisu fabuły wynika więc typowa dla filmów familijnych historia, w której znajdzie się miejsce na przygodę, marzenia i tajemnicę, ale przede wszystkim przyjaźń i wartości rodzinne. Dorosła obsada składa się z takich aktorów jak Zbigniew Zamachowski czy Krzysztof Globisz, którzy zazwyczaj są gwarancją przyzwoitego poziomu. Film był wyświetlany na wielu międzynarodowych festiwalach filmów dziecięcych, otrzymał także parę nagród. Miejmy więc nadzieję, że spełni pokładane w nim nadzieje i okaże się sympatycznym filmem w sam raz na weekendowe przedpołudnie z małym rodzeństwem/ chrześniakami/ siostrzeńcami czy innymi bliskimi nam dziećmi.
Film wchodzi do kin 11 kwietnia. ZP [link]


Przyznano Międzynarodową Nagrodę Literacką imienia Zbigniewa Herberta.
Czek na 50 tysięcy dolarów amerykańskich powędruje do rąk wybranego przez jury pisarza po raz drugi! Przypominamy, że w zeszłym roku nagroda trafiła do W. S. Merwina, który jako pierwszy został nagrodzony tą młodą międzynarodową nagrodą. W tym roku trafi ona na ręce równie wybitnego poety, a także tłumacza i eseisty - Charlesa Simica. Simic, serbsko-amerykański poeta, złączony jest z poezją europejską, a szczególnie ceni sobie literaturę Herberta. Jest autorem artykułów na temat poezji polskiej w "The New York Review of Books" oraz wstępu do amerykańskiego wydania "The Collected Prose" Zbigniewa Herberta w przekładzie Alissy Valles. Fakt, że jest on docenionym autorem, mogą potwierdzić rozliczne wyróżnienia jakie do tej pory zebrał jako pisarz (otrzymał m.in. Pulitzera)
Sekretarz jury, krytyk Andrzej Franaszek, mówił - „W ostatnich latach, po śmierci Herberta, Miłosza i Szymborskiej, wobec zamilknięcia Stanisława Barańczaka i bardzo rzadkiego publikowania Ryszarda Krynickiego, polska poezja w dużej mierze przeszła pod sztandary lingwistycznej, skoncentrowanej na samym języku, awangardy. Często trafia w ten sposób w ślepy zaułek, tracąc porozumienie z odbiorcą, skazując się na środowiskowe, akademickie getto. Bardzo się cieszę, iż wybierając Charlesa Simica jury Nagrody niejako przypomina nam, że także dziś możliwe jest zrealizowanie w wierszu tych wartości, które pół wieku temu Zbigniew Herbert określił jako »bezinteresowność, zdolność kontemplacji, wizja utraconego raju, odwaga, dobroć, współczucie, pewna mieszanina rozpaczy i humoru«”.
Laureata Nagrody wskazało siedmioosobowe, międzynarodowe jury, w skład którego weszli poeci, eseiści, tłumacze i wydawcy: Lidija Dimkovska (Macedonia/Słowenia), Edward Hirsch (USA), Michael Krüger (Niemcy), Jarosław Mikołajewski (Polska), Agneta Pleijel (Szwecja), Jaume Vallcorba Plana (Hiszpania) oraz Tomas Venclova (Litwa/USA). GL [link]

Animowany plakat oraz fragment filmu to kolejne materiały promujące "Obietnicę". Najnowsze dzieło Anny Kazejak ("Skrzydlate Świnie") opowiada historię nastoletniej miłości, która nie wybacza błędów i wymaga więcej niż samych słów. Ten dramat psychologiczny, jeszcze przed premierą porównywany do "Sali Samobójców", może poszczycić się doborową obsadą uznanych aktorów (Andrzej Chyra, Magdalena Popławska, Jowita Budnik, Bartłomiej Topa), odkryciem polskiego kina roku 2012 - Dawidem Ogrodnikiem - oraz wybranymi na castingu w Szczecinie młodymi debiutantami - Elizą Rycembel i Mateuszem Więcławkiem. Czy taka mieszanka zaowocuje świetnym kinem dowiecie się już niedługo z naszej recenzji.
Film wchodzi do kin 14 marca. ZP [link]

Nieskończone pokłady energii i radość życia, i to w wieku 80 lat? Jak najbardziej. Pod warunkiem, że zajmujesz się tym, co sprawia ci ogromną frajdę. Przykładem na to, że takie rzeczy się zdarzają jest tytułowy bohater filmu Bill Cunningham New York w reżyserii Richard’a Press’a. Ta projekcja była ostatnią, jeśli chodzi o długometrażowe filmy fabularne prezentowane podczas trzeciej edycji, zakończonego właśnie, Warsaw Fashion Film Festival. Obraz świata jaki wyłania się z tych dokumentów nie jest sielankowy. Trzeba mieć stalowe nerwy, dużo cierpliwości, odwagi i inwencji twórczej żeby odnosić sukcesy w branży modowej. Ale jak przy tym nie zwariować? Zachować zdrowy rozsądek udaje się tylko nielicznym. Do ich grona należy urodzony w 1929 roku, fotograf mody ulicznej, mający swoją kolumnę w The New York Times, Bill Cunningham. Jest to człowiek bardzo skromny, nieprzywykły do luksusów, nie dbający o pieniądze, całkowicie oddany swojej pasji. W tym samym od kilku sezonów przeciwdeszczowym ponczo z dziurami załatanymi czarną taśmą (Cunningham wyznaje bowiem filozofię noszenia rzeczy aż do całkowitego zdarcia: „Po co mam kupować nowe skoro zaraz i tak się porwie? Lepiej naprawić stare”), na 29 rowerze (pozostałe 28 zostało mu ukradzionych), mężczyzna przemierza ulice Nowego Jorku w poszukiwaniu ubraniowych perełek. Czyż to nie piękny przykład bezinteresownej miłości do mody? MM [link]


„Wszystko idzie od oka.
Ono musi być wykształcone, niepodległe, abstrakcyjne” . Ekspozycja wystawy Byłem, czego i Wam życzę koncentruje się na twórczości plakatowej Henryka Tomaszewskiego. Artysty, operującego unikalną i wyrazista formułą projektowania. Pierwsza cześć nawiązuje do okresu tzw. polskiej szkoły plakatu, kiedy Tomaszewski operował skrótem i metaforą. Przełożyło się to na malarskość, swobodną formę i poetycki klimat prac. Druga cześć to powrót do lat 60., eksponująca prostotę, abstrakcyjne rozwiązania i rysunek. Jednak przede wszystkim na plakatach jawi się sprecyzowany język graficzny artysty. Do trzech razy sztuka. Wystawę dopełnia trzecia część koncentrująca się wokół hasła „litera”. Zobaczymy plakaty liternicze i projekty książkowe. Na wystawie znajdą się również grafiki pochodzące z ery przedkomputerowej. Oglądając prace Tomaszewskiego warto rozważyć kwestię, czy nie chcielibyśmy, aby powróciły grafiki tworzone metodą handmade? Wernisaż 14 marca w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki. OW [link]


Świat modelingu ceni sobie przede wszystkim młodość i fizyczną atrakcyjność.
Kariera w tej branży trwa dopóki dziewczyna stanowi pewnego rodzaju odkrycie, to jest przez 2 – 3 lata. Później odchodzi w zapomnienie. Chyba, że okazała się wybitna, publiczność ją pokochała, została odkryta przez modowe guru (np. którąś z legendarnych naczelnych Vogue’a). Ale i wtedy nie może spać spokojnie, bowiem konkurencja w postaci coraz młodszych i coraz chudszych koleżanek z branży nie próżnuje. Co w takim razie dzieje się z dawnymi ikonami? Odpowiedzi na to pytanie poszukał Timothy Greenfield- Sanders w filmie zrealizowanym na zlecenie HBO. About face: supermodels then and now (Zachować piękno) z 2012 roku to ciekawy dokument przełamujący stereotypowe wyobrażenia na temat modelek jako kobiet tylko i wyłącznie pięknych. Pat Cleveland, Carmen Dell'Orefice, Isabella Rossellini, Bethann Hardison, Eileen Ford to tylko nieliczne z legendarnych postaci biorących udział w tym przedsięwzięciu. Film stanowi ciekawą prezentację środowiska branżowego od kulis. Te, wciąż piękne, kobiety wspominają początki swojej kariery, swoje wzloty i upadki, a także to, jak dojrzewały do decyzji o odejściu z branży (chociaż część z nich wciąż jest aktywna zawodowo). Wiele z kobiet podkreśla jednak, że naprawdę szczęśliwe stały się wtedy, gdy podjęły decyzję o założeniu rodziny. Reżyser porusza także, dość drażliwe w tym środowisku, tematy dotyczące procesu starzenia się i ewentualnemu zapobieganiu jego konsekwencjom. Część bohaterek dokumentu otwarcie mówi o tym, które części ciała poddała operacjom plastycznym, inne w swoich odpowiedziach są dość lakoniczne, jeszcze inne zarzekają się, że ich strach przed bólem i poddawaniem się wszelkim zabiegom, jest paraliżujący. Jednak w zasadzie wszystkie są zgodne, co do tego, że nieustanny rozwój intelektualny jest kluczem do zachowania atrakcyjności. A więc, Drogie Panie, zamiast użalać się nad wyimaginowanymi niedoskonałościami naszej cery i figury, lepiej pogrążyć się w lekturze dobrej książki! MM [link]

Strona 14 z 51
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |