Rzut okiem
PORTAL KULTURALNY

Rzut okiem


Dorta Jagić Europejskim Poetą Wolności 2014.
Pisarka z Chorwacji otrzymała ten tytuł w III edycji międzynarodowego konkursu za tomik "Kanapa na rynku".
Nagroda Literacka Europejski Poeta Wolności została ustanowiona przez Miasto Gdańsk w 2008 r. Przyznawaną co dwa lata nagrodę - statuetkę oraz 100 tys. zł - otrzymuje poeta z kraju europejskiego, który w najbardziej oryginalny sposób pisze o "wolności rozumianej w kategoriach osobistych, politycznych, religijnych oraz jako prawo do ekspresji intelektualnej, uczuciowej i zmysłowej".
Tegoroczna laureatka to najmłodszy nominowany poeta - Dorota Jagić z Chorwacji ma 40 lat. Nagrody zostały wręczone w piątek wieczorem podczas uroczystej gali w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. SW [link]


NY Times przyznał Polsce tytuł królowej kryminałów! A przynajmniej "fictional variety".
Nasza kryminalna różnorodność jest na światowym rynku nie doceniana, dlatego tak bardzo cieszy nas uznanie ze strony Amerykanów.
Na łamach "International New York Times" Ginanne Brownell zapowiada: po skandynawskich kryminałach nadchodzi czas na polskie. Podobno w skali całej Unii Europejskiej zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w rankingach dotyczących wydawanych kryminałów. A przecież w stosunku do wyników sprzed dziesięciu lat (w 2003 roku wydano jedynie trzy kryminały) jest z naszym rynkiem mrożących krew w żyłach powieści coraz lepiej!W roku 2013 ukazało się aż 112 kryminałów!
Ponadto są one coraz częściej tłumaczone za granicą. Marek Krajewski - ojciec wyśmienitego Eberharda Mocka - powieści o wrocławskim detektywie wydał już w ponad dwudziestu językach. Zygmunt Miłoszewski po raz kolejny zostanie przeniesiony na wielki ekran - zdjęcia do “Ziarna prawdy” ruszają już w marcu! NY Times chwali także królową kryminału - Joannę Chmielewską. Zwraca także uwagę na mało popularną w Polsce parę intrygujących autorów: Małgorzatę Fugiel-Kuźminską i Michała Kuźmińskiego.
Polski kryminał wkracza na salony! SW [link]


Drugi dzień krakowskich KROKÓW przybliżył kobiecy punkt widzenia.
Takako Matsuda z Japonii i Virpi Pahkinen z Finlandii wykonały taneczne sola: Lettres from Lady L. i Three solos. Spektakle wydawały się jednak dość mdłe, w porównaniu z oglądanymi dzień wcześniej popisami męskiej siły i dynamiki.
Obie tancerki poruszały się w minimalistycznej przestrzeni gry. Matsuda próbowała przedstawić kobiecą narrację (ckliwą i niestety bardzo kiczowatą) za pomocą tańca, zmian kostiumów i odczytywanego przez mikrofon tekstu. Pahkinen tańczyła na scenie oświetlanej stojącymi po bokach reflektorami i także wykorzystywała możliwości teatralnego stroju. Jej spektakl składał się z trzech części wyznaczanych przez wygaszenie świateł i zmianę ubrania. Paradoksalnie największe możliwości dawał drugi kostium, krępujący i ograniczający ruchy. Składała się nań długa, żółta suknia ze sztywnego materiału i rodzaj dużej narzutki o owalnym kształcie i falistej teksturze, która utrudniała ruchy rąk. Strój i artystka tańczyli w tej części wspólnie, wzajemnie sobie partnerując. Kreacja Pahkinen odwoływała się do życia przyrody, cyklu rozwojowego owadów, rytmu natury. Przedstawieniu jednak, podobnie jak wystąpieniu Matsudy, zabrakło energii i siły przekonywania. KW [link]


Ratunku! Hejtują Antologię 100/XX.
Okazuje się, że skoro Antologia Polskiego Reportażu 100/xx. pod redakcją Mariusza Szczygła ma swój prężnie działający profil na facebooku to prędzej czy później musiała pojawić się strona o zabarwieniu prześmiewczo-hejterskim. Tak jest! Antologia doczekała się „anty-fanpejdża” o nazwie: „Nie wrzuciłem Antologii Reportażu Szczygła na walla, choć to ważna książka”. Nazwa utrudnia jednoznaczne zaszufladkowanie strony. Być może chodzi jedynie o nawoływanie do czytania Antologii, miast lansowania się faktem jej posiadania? Ba, autorzy „anty-fanpejdża” zarzucają niektórym użytkownikom facebooka pozorowanie posiadania Antologii, ponieważ już sam fakt wrzucenia jej zdjęcia na „walla” dodaje prestiżu. Jedno jest pewne – antologia staje się powoli wyznacznikiem inteligenckiej biblioteki. Słowniki Władysława Kopalińskiego oraz „Mitologia” Jana Parandowskiego (nota bene obecnego w 100/xx.) muszą zrobić miejsce na półkach. Jesteśmy przekonani, że po tegorocznych Świętach Bożego Narodzenia będzie to fakt!
Na koniec pora na coś dla zwolenników teorii spiskowych. Czy nie liczy się to jak mówią, ale że mówią? Czy nie jest to aby zakamuflowana forma promocji i drugi „nieoficjalny” fanpejdż?
PW [link]


Pierwszy dzień Międzynarodowego Festiwalu Tanecznego KROKI upłynął pod znakiem walki.
Pokaz indyjskiej Kalarippayatu, często uważanej za najstarszą sztukę walki na świecie, występ łódzkiej grupy Kijo i spektakl Rocco Emio Greco i Pietera C. Scholtena stanowiły znakomite otwarcie krakowskiego przeglądu tanecznego.
Michał Ratajski i Adrian Bartczak we foyer Małopolskiego Ogrodu Sztuki przy pomocy kilku reflektorów, muzyki, swoich ciał i kostiumów stworzyli niezwykle dynamiczne przedstawienie. DO (Droga) jest udaną fuzją różnych doświadczeń artystów (dla Ratajskiego podstawą jest znajomość sztuk walki, dla Bartczaka fundamentem jest taniec): na choreografię składają się ruchy i głośne oddechy, obliczone na jak najlepsze wykorzystanie energii, komponowane tak, aby całość była widowiskowa i dowcipna. Jeden z tancerzy zasłania oczy czarną przepaską (mniej więcej w połowie spektaklu następuje wymiana) – zdaje się na doskonałe wyczucie przestrzeni i partnera. DO oparte jest na precyzji i zdolności do szybkiego reagowania charakterystycznych dla improwizacji kontaktowej.
Rocco nawiązywał z kolei do walki bokserskiej. Na ringu, między kolejnymi dźwiękami gongu ścierało się ze sobą czterech tancerzy. Pierwsza dwójka, ucharakteryzowana na zawodowych bokserów, ustąpiła pola drugiej, która początkowo nosiła czarne stroje i maski myszy. Punktowe światło reflektora wiszącego dokładnie nad środkiem ringu, stopniowo rozszerzało się w czasie „walki” pierwszej dwójki, aż w końcu objęło całe pole starcia. W tanecznych potyczkach, inaczej niż w prawdziwym boksie, wykonawcy rzadko dotykali swoich ciał, nawet kiedy choreografia przestrzennie ich zbliżała i nakazywała na siebie reagować.
W czasie spotkania z grupą Kijo oraz nauczycielem stylu Kalarippayatu Sankarem Lal Sivasankaran-Nairem, ważnym tematem okazał się związek tańca, sztuki walki i wiedzy. Pytanie o to, czy ruch może być dla człowieka metodą poznania swojego ciała a przez to swojej natury, metodą samodoskonalenia i zdobywania świadomości, wydaje się znakomitym punktem wyjścia dla całego festiwalu. KW [link]

Dwie wersje do wyboru - i napisy, i dubbing - oferuje nam dystrybutor filmu "Noe: Wybrany przez Boga". Film, luźno oparty na historii biblijnej, przypomina raczej ekranizację jednego z apokryfów, a właściwie ekspresję wieloletniej fascynacji reżysera Darrena Aronfsky'ego postacią Noego. Napisany przez niego scenariusz parę lat czekał na realizację, w 2011 roku powstał na jego podstawie komiks "Noe: Za niegodziwość ludzi", który w dużej mierze wpłynął na wizualną stronę filmu. I ten element będzie na pewno dużym atutem - Aronofsky'emu można wiele zarzucić, lecz pod względem plastyczności jego filmy zawsze się bronią (jak choćby różnie odbierane "Źródło"). Poza tym na ekranie będziemy mogli zobaczyć bardzo przekonujących w roli małżeństwa - Russella Crowe'a i Jennifer Connelly, którzy będą mieli szansę zrehabilitowania się za występ w "Zimowej Opowieści". Niektórych może też zachęcić obecność Emmy Watson, bardzo mrocznego Raya Winstona czy grającego Matuzalema Anthony'ego Hopkinsa.
Trailer pokazuje nam raczej wiele fabuły, nie przypomina jednak filmu dla dzieci. Zaproponowanie polskim widzom wersji z dubbingiem wynika najprawdopodobniej z tego, że w Stanach Zjednoczonych film otrzymał kategorię PG-13 (od lat 13) Amerykanie bardzo restrykcyjnie podchodzą do wszelkich potencjalnie kontrowersyjnych filmowych kadrów - w przypadku tej kategorii przemoc nie może być realistyczna, nagość w żaden sposób kojarzona seksualnie, zaś o przeklinaniu można w ogóle zapomnieć. Jak jednak widać - można bezkarnie potopić prawie całą ludzkość. Byleby nie zbyt realistycznie.
ZP [link]

„Ojciec Szpiler”, wchodzący właśnie na ekrany polskich kin, to komedia tylko z nazwy – nie dajcie się zwieść topornej filmowej klasyfikacji. Chorwacki kandydat do Europejskich Nagród Filmowych (w niefortunnej, komediowej kategorii) to niezwykle celna satyra na problemy, z jakimi boryka się współczesny Kościół. Fabijan, młody ksiądz, postanawia zwiększyć odsetek rodzin – i wiernych – w małej parafii na jednej z urokliwych adriatyckich wysepek, a jego pakt z aptekarzem i kioskarzem (zakładający odpowiednio dziurawienie prezerwatyw i podmienianie tabletek antykoncepcyjnych na witaminy) przynosi efekty, których nie powstydziłby się najlepszy lek na bezpłodność: wyspa zostaje okrzyknięta rajem dla małżeństw borykających się z problemem posiadania dzieci, a miasteczko wypełnia płacz niemowląt (i śpiew ich pijanych, nie do końca szczęśliwych, ojców). Jednak erupcja demograficzna niesie ze sobą szereg problemów – także w zakrystii. Warto zwrócić uwagę na nienachlaną, dychotomiczną symbolikę wody oraz zaklęty krąg spowiedzi, w jakim zamyka się problematyka filmu – oto nie efekciarskie, a efektowne kino, które w subtelny i ironiczny sposób porusza bolesne, wstydliwe kwestie. Szkoda tylko, że zdecydowano się na zmianę pierwotnego tytułu filmu – „Dzieci księdza”, co dobitnie udowadnia, że o problemach pojawiających się w pewnych środowiskach wciąż nie można mówić głośno... przynajmniej w Polsce. PC [link]

¡Hola! Trwa 14 Tydzień Kina Hiszpańskiego. Podczas gali otwarcia przemawiał ambasador Hiszpanii w Polsce, Agustín Núñez Martínez, który z uroczym akcentem powitał widzów na tym, jednym z największych przedsięwzięć kulturalnych wspieranych przez Ambasadę. Później zaprezentowano film „15 lat i 1 dzień” z 2012 roku w reżyserii Gracii Querejeta. Obraz zdobył wiele nagród m.in. na Festiwalu Kina Hiszpańskiego w Maladze, był też nominowany do Nagród Goya oraz reprezentował Hiszpanię w wyścigu po Oscara. Jest to film wciągający i poruszający. Dotyczy relacji między pokoleniami, porusza odwieczny problem trudności z osiągnięciem porozumienia między dziećmi a rodzicami, ale także rodzicami między sobą. Traktuje też o przyjaźniach, napięciach między rówieśnikami i pierwszych miłościach. Opowieść zawiera elementy zarówno melodramatu, jak i kryminału, a całość ma pogodne zakończenie, jak to na sympatyczny film z serii opowieści o dojrzewaniu, przystało. I chociaż hiszpańskie poczucie humoru może być chwilami niezrozumiale dla polskiego widza, a „15 lat i 1 dzień” nie jest filmem wybitnym, nie dającym spokoju, na długo zapadającym w pamięć, myślę że mimo wszystko warto wyruszyć w tą podróż. Chociażby po to, aby przekonać się, że Hiszpania to nie tylko gorący klimat, kryzys, fiesty, Erasmusi, dobre jedzenie i jeszcze lepsze wino. I mimo tej hiszpańskiej aury, nie ma co odkładać wizyty w kinie do (legendarnej już) „mañany”. MM [link]

Wykreować niebezpieczny świat. Film „Zabić bobra” Jana Jakuba Kolskiego po dwóch latach od światowej premiery właśnie wszedł do polskich kin. Obraz zdobył nagrody m.in. na Camerimage czy w Karlowych Warach, lecz czy jest to wyznacznikiem jego kunsztu? Niekoniecznie. Były żołnierz Eryk (Eryk Lubos), który po powrocie ze służby w Iraku i Afganistanie od trzech lat jest na wojskowej emeryturze, udaje się na rodzinną wieś, aby wykonać pewną tajną misję. Lokuje się w opuszczonym domu i zakłada tam swoją bazę. Spędza godziny na planowaniu i ćwiczeniach, które mają go przygotować do bezbłędnego wykonania zadania. Pewnego dnia jego porządek burzy młoda, nieletnia dziewczyna (Agnieszka Pawełkiewicz), z którą połączy go erotyczna fascynacja. Z jednej strony jest wściekły, że wkracza ona w jego dokładnie zaplanowany świat, z drugiej zagłębia się coraz bardziej w tworzącą się intymną relację. Jednak ten misternie ułożony plan, okazuje się tylko paranoicznym wytworem, niemogącego poradzić sobie z wojennymi przeżyciami Eryka. „Zabić bobra” jest ujęty w klimat thrilleru, nie znajdziemy tu takiego Kolskiego, jakiego znamy z chociażby „Jasminum” czy „Wenecji”. Dostrzeżemy tu ostry montaż, pojedyncze sekwencje, a niekiedy także zdjęcia wykonane jak gdyby amatorską kamerą. Sama fabuła filmu wydaje się intrygująca, jednak widoczne są liczne niedopracowania scenariusza. Wątki w filmie potraktowane są trochę „po łebkach”, ciekawe inspiracje rodem z „Leona Zawodowca” niestaranne. Ogromnym plusem filmu jest główny bohater grany przez Lubosa, który genialnie ukazuje psychiczną degradację. Ten film jest pewnego rodzaju eksperymentem Jana Jakuba Kolskiego, który przez lata wypracował sobie swój własny styl reżyserowania, tutaj kompletnie od niego odbiegając. Czekamy na kolejny jego obraz „Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata”, który miejmy nadzieję, będzie utrzymany w typowym dla Kolskiego tajemniczym i sielskim klimacie. K [link]


"Gra o Tron" może skończyć swą przygodę w kinach, a nie na ekranach telewizorów.
George R.R. Martin, twórca "Pieśni Lodu i Ognia", na których oparty jest zdobywający coraz większą popularność serial HBO, wypowiedział się na temat dalszych losów ekranizacji swych dzieł. W związku z rozrastaniem się dzieła o kolejne niemałe tomy, pojawiły się głosy, iż seria powinna zostać przeniesiona na ekrany kin. Miałoby to pozwolić na zwiększenie budżetu i możliwości twórców przy budowaniu wizji fantastycznego świata Westros. Pisarz wyraził także chęć ekranizacji trzech innych powieści, tym razem z cyklu "Tales of Dunk ang Egg", którego historia także odbywa się w świecie znanym z serialu, jednak opowiada o wydarzeniach dużo wcześniejszych. W związku z popularnością "Gry o Tron", a także ilością pomysłów na rozwój uniwersum wypowiadany przez autora, jednego można być pewnym - dzieła Martina niedługo zagoszczą w kinach. Pytaniem jest tylko, które i kiedy. M [link]


„Zimowa powieść” Szekspira w Teatrze Collegium Nobilium, czyli spektakl wygrany jak z nut.
Od 20. do 23. marca w Teatrze Collegium Nobilium znów będziemy mogli zobaczyć „Zimową opowieść” – dyplomowe przedstawienie studentów IV roku Wydziału Aktorskiego w reżyserii Cezarego Morawskiego (premiera: październik 2013). Historii króla Leontesa, którego zgubna i obsesyjna zazdrość prowadzi do wielkiej tragedii, nie trzeba chyba nikomu przypominać. I choć trzeba przyznać, że spektakl Morawskiego raczej nie zrewolucjonizuje naszego podejścia do dzieł Szekspira, to warto sprawdzić, jak na scenie radzą sobie młodzi aktorzy (część z nich jest już znana z ról w polskich serialach i filmach). A radzą sobie bardzo dobrze: sprawnie opowiedziana historia przeplata się z innymi środkami wyrazu, takimi jak taniec i muzyka, co sprawia, że spektakl staje się momentami wyjątkowo sensualny. Szczególna uwaga należy się także scenografii – wielofunkcyjność poszczególnych elementów i gra świateł nie tylko sugerują gdzie właśnie toczy się akcja, ale także (a może przede wszystkim) wpływają na percepcję przedstawienia, które dzięki takim rozwiązaniom staje się jeszcze bardziej dynamiczne. www.at.edu.pl...
N [link]


Jak pisać o Afryce, czyli (anty) know-how Binyavangi Wainainy.

„Wskazane są szerokie pociągnięcia pędzlem” - pisze w swoim artykule kenijski pisarz Binyavanga Wainaina . Głodujące masy. Lud, nie ludzie. Smutni, nigdy zadowoleni. Dzicy i dziwaczni. Zgłupiali. Nieswoi. Zanurzeni w niekończącym się, odrębnym kulturowo rytuale, odarci z życia codziennego.
Jednostki przedstawione poprzez uwypuklenie traum: głodująca, konająca matka, brudne dziecko, nagość i okaleczenie.
Pisać należy, uwzgledniając bohaterskich, przybywających z Zachodu wyzwolicieli, obrońców przyrody bądź wojowników o prawa człowieka. Nie wolno bać się tragicznych wątków, Wojny, AIDS (pisanych wielką literą). Sypnąć do tego należy szczyptę pustynnego piasku i nie zapominać o skąpaniu choć jednej sceny swej prozy w magicznym świetle zachodzącego, pustynnego słońca, które nigdzie na świecie nie tworzy takich kompozycji ze światłocienia.
Wainaina pisze: bo czytelnikowi się nie spodoba, jak tego i tego nie zawrzesz, bo sprzedaż książki wzrośnie, jak tylko umieścisz te fakty. Najczęściej cytowany artykuł dotyczący Afryki, opublikowany w „Grancie” w 2005 roku, jaskrawie pokazuje, jaki jest stosunek świata zachodniego do Czarnego Lądu. Ironiczne, jadowite wręcz słowa pisarza punktują raz po razie: nie chcecie dla nas ratunku, nie chcecie nas poznać. Pragniecie tylko się nami zabawić, kupić nas, i odrzucić po skonsumowaniu. Co więcej, w pełnych burzy zdaniach Wainainy pobrzmiewa również brak zgody na kolejną kolonizację, tym razem zawłaszczającą obraz Afryki, do czego prawo roszczą sobie zachodni kronikarze.
Swoją receptę na pisanie przedstawił w powieści „Kiedyś o tym miejscu napiszę”. To spojrzenie z samego środka, autobiografia bezpośredniego świadka wydarzeń, powieść wielowymiarowa i przebogata w rozmaite odcienie tego nieopisanego kontynentu. Jak należy pisać o Afryce? Poznawszy ją na wylot, znając niuanse życia jej mieszkańców, bez kalk i schematów. A przede wszystkim wbrew oczekiwaniom czytelników. www.karakter.pl...
DR [link]


Sin City powraca, a w nim Marv, Nancy, Hartigan oraz reszta bohaterów znanych z pierwszej części.
Choć produkcja powstawała w bólach, po ośmiu latach możemy obejrzeć pierwszy zwiastun nowego filmu utrzymanego w klimacie neo-noir. Wrażenia? Nie ma tu nic, czego nie widzieliśmy już w poprzednim filmie: jest zabawą formą komiksów Millera (tym razem niestety w 3D), konkretna dawka przemocy i erotyki, a także niemal cała obsada znana pierwszego filmu. Sporym plusem są trzy nowe nazwiska – Josh Brolin zastępujący w roli Dwighta Clive’a Owena, Eva Green jako tytułowa Damulka, a także Joseph Gordon-Levitt w roli, którą napisano specjalnie do filmu. Jednak dla miłośników czarnych kryminałów najciekawszą osobą w całej ekipie jest z pewnością laureat Oskara William Monahan – scenarzysta W sieci kłamstw, Londyńskiego bulwaru i Infiltracji. Co prawda scenariusz tworzył wspólnie z Robertem Rodriguezem, ale należy mieć nadzieję, że to głównie efekt jego pracy będziemy oglądać na ekranie.
Premiera została zaplanowana na 22 sierpnia.
www.youtube.com...
PK [link]


Wystawa Aleksander Gierymski 1850-1901 już od 20 marca otwarta dla publiczności.
My możemy zdradzić, co czeka zwiedzających: ogromna dawka znakomitego malarstwa jednego z najbardziej zagadkowych malarzy polskich. Oglądamy prawie całą zachowaną spuściznę Aleksandra Gierymskiego, czyli ponad 120 obrazów i szkiców olejnych, ok. 70 rysunków, jeden szkicownik, serię grafik wykonanych według rysunków artysty oraz zespół fotografii modeli pozujących Gierymskiemu.
Jak pomieścić taki zbiór w stosunkowo niedużej przestrzeni wystaw czasowych MNW? Scenografia projektu Tomasza Osięgłowskiego w delikatny, ale jednocześnie czytelny sposób, porządkuje prace malarza, głównie według okresów twórczości. Ściany ekspozycji to falujące, białe sinusoidy, które zbliżając i oddalając się od siebie tworzą przestrzenie dla poszczególnych grup dzieł. Nie ma dramatycznego mroku, jak w poprzednich wystawach w MNW – bohaterem jest Gierymski i jego dzieło. Wystawie towarzyszy imponujący katalog, który zbiera całą aktualną wiedzę na temat malarza. Co tu dużo mówić – obecność obowiązkowa. A recenzja w Magazynie już niebawem. SO [link]

Ludzkie osiedla, nieludzkie rozmiary. Motywem przewodnim ostatniego dnia Beton Film Festivalu było „życie w maszynie”. Hasło to zostało bardzo dobrze pokazane na podstawie Osiedla za Żelazną Bramą i Collonade Park.
Oba te osiedla są przypadkami ekstremalnymi: Osiedle za Żelazną Bramą ze swoim mistrzowskim wypełnieniem wszystkich wyżyłowanych norm metrażowych i z niesamowitą lokalizacją. Oraz Collonade Park, czyli jedna z wielu rozsianych po Ameryce wież Collonade Miesa van der Rohe, o prześwietlonych wręcz, luksusowych mieszkaniach o otwartym planie, stojącej niemalże w gettcie.
Mimo tysięcy kilometrów odległości obie te maszyny do mieszkania borykają się z podobnymi problemami. Chociaż styl życia i motywacje do mieszkania w tym, a nie innym miejscu w obu krajach są skrajnie różne. Oba dokumenty przybliżają nam wygląd codziennego życia w tych ogromnych społecznościach, na podstawie luźnych rozmów z ich mieszkańcami. Z pojedynczych, z pozoru niczym nie związanych ze sobą historii, składa się większy obraz, trochę tak jak wszystkie mieszkania składają się na cały budynek. 
Pomimo braku narracji i jakichkolwiek wypowiedzi ekspertów w tej dziedzinie, każdy widz jest w stanie poczynić własne spostrzeżenia socjologiczne. I poprzez wysłuchanie opowieści mieszkańców w ich przestrzeni życia, poczuć prawdziwie klimat miejsca. 
Pomimo dużo większej rotacji mieszkańców w amerykańskim Collonade Park możemy usłyszeć również historie o otoczeniu budynków na przestrzeni wielu lat, które w obu przypadkach zmieniło się w dramatycznym stopniu. Ich oddziaływanie na otoczenie i znaczenie w przestrzeni, w której się znajdują ulega ciągłym przemianom. 
Oba osiedla uchodziły w czasie swojego powstania za luksusowe i nowoczesne, jednak ich wygląd i założenia są tak różne jak systemy polityczne panujące w USA i Polsce w czasie ich powstania. Przez lata opinie o tych założeniach zmieniały się, można usłyszeć wiele skrajnych opinii na ich temat, jednak wśród wszystkich zdań można doszukać się pewnych trendów. Niewątpliwie każde z tych założeń ma wiele ciekawych aspektów zarówno architektonicznych, jak i urbanistycznych, czy dalej socjologicznych i społecznościo-twórczych. Oba dokumenty stawiają wiele pytań i pokazują możliwe scenariusze dla innych, oderwanych od ludzkiej skali osiedli, pozostawiając jednak widzów z przekonaniem, że wszystko tak naprawdę zależy od ludzi, kórzy je zamieszkują. AB [link]

Mister i Miss polskiej literatury wybrani. Portale internetowe postanowiły zaprezentować nam rankingi najprzystojniejszych pisarzy i pisarek.
Najlepiej zacząć od samego końca, czyli od Andrzeja Sapkowskiego, który wśród przedstawicieli płci męskiej zajął zaszczytne trzynaste miejsce. Szczerze mówiąc dość dziwny wybór, chyba powodowany jakimiś perwersyjnymi fantazjami, zapewne zaczerpniętymi z „Wiedźmina”, choć i tu mamy wątpliwości. Jego tusza i wąsy raczej zachęcają do wstrzemięźliwości niż seksualnego rozpasania.
Inaczej do sprawy podeszli autorzy listy kobiecej, którzy postanowili zakończyć swoją robotę na wyliczeniu dam, które potem każdy może uszeregować według własnego gustu. To nie jedyna słabość tej listy. Pisarki na niej się znajdujące są znane właściwie nie wiadomo z czego. Kto z Was słyszał o Nikolinie Rudol, Gai Grzegorzewskiej czy Marcie Obuch, proszony jest o pilny kontakt. Ze wstydem przyznajemy się do braku wiedzy, ignorancji wręcz. Dlatego chętnie też nadrobimy zaległości.
Warto się jeszcze na koniec przyjrzeć szczytowi rankingu przystojnych pisarzy. Bezkonkurencyjnie króluje na nim Szczepan Twardoch, śląski twardziel, król programów śniadaniowych, autor poradnika „Sztuka życia dla mężczyzn”, który w czasie wolnym lubi oddawać się twórczości mniej poważnej takiej jak „Morfina” czy „Wieczny Grunwald”.
FT [link]

Macie apetyt na nowy film Wesa Andersona? Ten przepis sprawi, że jeszcze się on zaostrzy! Do nietypowego stylu reżyserskiego reprezentowanego przez Amerykanina dołączają właśnie niestandardowe formy promocji jego twórczości, które sprawią, że rzesze filmowych fanów zasilą jeszcze miłośnicy gotowania… Bo czy ktoś widział kiedyś piękniej zrealizowany tutorial kulinarny (i apetyczniejsze ciasto)? Co prawda wielu filmowych potraw mogliśmy skosztować już za sprawą świetnego bloga Pauliny Wnuk (http://www.frommovietothekitchen.pl/) i powstałej na jego podstawie książki kucharskiej, ale jeszcze nigdy receptury filmowej potrawy nie zdradził sam reżyser! Nasza wyobraźnia została właśnie uprowadzona, a żołądki urządzają cyrk motyli.
Cóż możemy dodać – zakochaliśmy się i mamy apetyt na więcej… Jak to dobrze, że już wkrótce premiera „The Grand Budapest Hotel”! PC [link]


Od Haw-Lin do Haw-Lin Services czyli kolejny przykład, jak dzięki popularnemu blogowi można rozpocząć własną działalność, a w tym wypadku studio bardzo kreatywne.
Gdy sześć lat temu graficy, Nathan Cohen i Jacob Klein, złożyli prywatny mood board, przez którego dzielą się swoimi inspiracjami, nie spodziewali się, że ich strona będzie jednym z najbardziej popularnych serwisów bazującym na obecnych nurtach w sztuce, designie, modzie i szeroko pojętej architekturze. Wraz ze znacznym rozpowszechnieniem bloga, berlińczycy zaczęli przykładać większą uwagę do zamieszczanych postów i Haw-lin stał się świetnie kuratorowaną selekcją obecnych trendów i tendencji. Ich działania on-line zapoczątkowały i wyznaczyły trasę dla niezliczonych obecnie portali typu strumień inspiracji. Obecnie duet, opierając się na wypracowanej przez lata estetyce, współpracuje tworząc koncepcje artystyczne dla takich klientów jak SZ Magazine, Adidas, Velour, New Tendency, R.T.CO czy iGNANT. Załączamy film ukazując jeden dzień pracy duetu Hawaii-Berlin: vimeo.com...
WW [link]

KOYAANISQATSI - życie pozbawione równowagi. 

Pierwsza część trylogii Qatsi, w której skład wchodzą również: Powaqqatsi z 1988 r oraz Naqoyqatsi z 2002 r. Tytuł filmu pochodzi z języka indian Hopi i oznacza niędzy innymi życie pozbawione równowagi, w zgiełku, czy dążenie do katastrofy. 

Mamy tutaj do czynienia z bardzo dramatycznym obrazem, w którym nie ma nawet jednego dialogu, jedyne słowo, które możemy usłyszeć to powtarzane jak mantra "koyaanisqatsi". Mimo braku fabuły i minimalnej ilości tekstu przekaz filmu jest bardzo wyraźny. Oglądając go ma się mocne wrażenie nieuniknioności losu wszystkich przedsięwzięć człowieka na ziemi. Widać koło, które musi zatoczyć nasza cywilizacja. W bardzo dobitny sposób pokazane są przykłady ingerencji człowieka w przyrodę, to jak zmienia on ją zupełnie do swoich potrzeb i fakt, ze jego zniknięcie obejdzie się bez żadnego echa.

Film poza głęboką warstwą ideologiczną jest również bardzo ciekawy z czysto wizualnego punktu widzenia. Mamy tu do czynienia z wieloma bardzo inspirującymi obrazami, poza ukazaniem architektury i tkanki stworzonej przez człowieka, możemy zobaczyć ich pierwotne inspiracje. Sporą część filmu zajmują również wzory stworzone przez naturę, materiałowość, zbiór podstawowych elementów z których stworzony jest otaczający nas świat. Bardzo umiejętnie pokazane jest kreowanie atmosfery, jak również jak atmosfera w znaczeniu fizycznym kształtuje odczuwanie skali i przestrzeni. Widz wprowadzany jest w trans, który ma wzmocnić jego percepcje kolorów, przestrzeni jak i na moment odrzucić ludzkie myślenie o świecie.

Poprzez zastosowanie technik poklatkowych, długiej ogniskowej, oraz dobór kadrów bardzo niewiele ujęć w filmie ma ludzki charakter. Ludzie pokazani są tutaj jako malutkie tryby w wielkiej maszynie dążącej jedynie do wzrostu i zwiększenia wydajności. Prawie wszystkie przestrzenie pokazane w filmie również nie maja ludzkiej skali, mamy tutaj do czynienia głownie z wielkimi kanionami miast, czy zakładami produkcyjnymi, co tylko potęguje wrażenie, że ludzie są organizmami stworzonymi jedynie do pracy, i to takiej która dąży do wyciśnięcia ziemi do cna z jej surowców. Ludzie przedstawieni w tym obrazie, tak jak cały film pozbawieni są perspektywy - gdy widzimy ich oczy, zdajemy sobie sprawę, że oni nie patrzą nigdzie; przy pozbawieniu perspektywy zanikają pragnienia, emocje czy uczucia. Wypełniają dobrze swoją rolę w drodze do nieuniknionego i gwałtownego końca. Więcej informacji na temat filmu: betonff.pl... AB [link]

Temat utopi modernistycznych jest znany i poruszany nie tylko pod naszą szerokością geograficzną. Można się było o tym przekonać oglądając pierwszy film długometrażowy na BETON Film Festival - Unfinished Spaces. Opisuje on historię projektowania i budowy zespołu budynków Szkół Artystycznych w Havanie, a tłem do niej stają się przełomowe wydarzenia polityczne na Kubie. Opowieść rozpoczyna się wraz z końcem rewolucji i objęciem władzy przez Fidela Castro i Che Guevarę. Traktuje ona o grupie architektów, którzy zostali wybrani do stworzenia tego wyjątkowego założenia architektonicznego i o jego bardzo nietypowym procesie budowy, który nie został zakończony po dziś dzień, przez co jego projektanci poświęcili jemu całe swoje życie. Dzięki tej produkcji można zobaczyć mniej znaną, bezkrwawą stronę rewolucji, ludzi walczących nie bronią, a ideami, nieznanymi szerokiej publiczności, a tak ważnymi w tamtej rzeczywistości. Niesamowite budynki, które stały się symbolem rozdarcia, nie tylko w środowisku architektonicznym, ale przede wszystkim pomiędzy proletariatem, a inteligencją. Film pokazuje zderzenie socjalistycznego pragnienia wielkości, monumentalności i wyższości nad resztą świata z chęcią architektów, by realizować swoje wizje. Poprzez 50 lat wciąż niedokończonej historii tego założenia autorzy filmu pokazują również zmiany w systemie myślenia władz, społeczności i ewolucję ustroju. Historia opisywana w tym filmie jest dużo bliższa naszym realiom niż mogłoby się wydawać - każdy z zespołu architektów Zespołu Szkół Artystycznych w Havanie stanął w pewnym momencie przed tym samym pytaniem, przed którym stawało tak wielu polskich architektów połowy XX wieku - czy tworzyć zgodnie z obowiązującą doktryną, czy też zgodnie z własnym sumieniem? 

Więcej informacji na temat filmów i festiwalu: betonff.pl... AB [link]

Strona 14 z 52
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |