Rzut okiem
PORTAL KULTURALNY

Rzut okiem

Zobacz trendbook

Debiut literacki - a na co to komu? Ciekawego wywiadu na łamach kwartalnika Res Publica Nowa udzielił Justynie Czechowskiej (rocznik '79) Xavery Stańczyk (rocznik '85). Lampa i Iskra Boża właśnie wydała jego tomik poetycki pt. "Skarb piratów".
"Wytraciło się społeczne oddziaływanie słowa poetyckiego i przenikanie fragmentów wierszy do mowy potocznej" - powiedział Stańczyk. Zaznaczył jednocześnie, że nie przekonują go argumenty z serii "to skutek spadku czytelnictwa, społecznej ignorancji, prostactwa i tak dalej", ponieważ "przebijają przez nie roszczenia inteligencji do narzucania innym własnego gustu, własnych wzorców kulturowych i systemów aksjologicznych".
Na pytanie czy może nie bierze się to stąd, że kody młodszego pokolenia nie sa rozumiane, ponieważ nie odbiera się tak samo świata/sztuki/kultury, Stańczyk odpowiada, że młodzi "mówią słowami memów i virali, za którymi nie nadążamy (...). Problem w tym, że jako społeczeństwo daliśmy sobie wmówić, że w nowej rzeczywistości pisarze, artyści i filozofowie są mniej potrzebni niż maklerzy, prawnicy, menedżerzy i coache". Autor "Skarbu piratów", podkreśla, że "dwadzieścia lat temu setki młodych ludzi wydawały własne art ziny i książki na ksero, z przekonaniem, że warto dzielić się z tym innymi osobami", że były to projekty śmiałe, zbierające pasjonatów, traktujących o popkulturze z alternatywnym sznytem. Teraz jest internet.
W swoim debiutanckim tomiku porusza zagadnienia dotyczące zmieniającej się Warszawy: "w przestrzeni znikają miejsca niezależne, undergroundowe albo po prostu małe, lokalne a zastępują je korporacyjne sieciówki albo lokale luksusowe dla klasy średniej." Te procesy komercjalizacji itd., są zdaniem Stańczyka "widoczne na ulicach Warszawy i toczą się też w różnych sferach kultury; kurczy się obszar dla tego, co inne, osobne, słabsze, nastawiopne na zysk."
Przywoływano słowa Edwarda Abramowskiego o związkach przyjaźni - "tylko rozwojem przyjaźni można można mierzyć rozwój społeczny, że to dobrowolna solidarność wolnych jednostek tworzy silne, moralne społeczeństwa." Dla Stańczyka owe "więzi przyjaźni" stanowią warunek sine qua non istnienia oddolnej, opartej na wolności kultury.
Dla tych, których rozmowa ze Stańczykiem zainteresuje, naturalnym krokiem będzie sięgnięcie po "Skarb piratów". PW [link]

Marcin Dorociński w przebraniu baletnicy, Julia Kijowska w punkowym makijażu z kolczykami w nosie? Spokojnie, to tylko kadry z nowego filmu Jana Jakuba Kolskiego o dźwięcznym i tajemniczym tytule „Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata”, do którego zdjęcia zakończone zostały w listopadzie. Reżyser takich filmów jak „Historia kina w Popielawach”, „Pornografia” czy „Wenecja” mówi, że jego najnowsze dzieło to „historia o tym, jak marzenia potrafią zmienić rzeczywistość”. Twórczość Jana Jakuba Kolskiego wyróżnia się nostalgią i enigmatycznością, które można dostrzec w większości jego filmów. Ten nurt ma być utrzymany również w najnowszym projekcie, w którym główną postacią jest 12 – letnia Maszeńka, wychowanka domu dziecka. Kierowana marzeniami o dostaniu się do szkoły baletowej, wyrusza wraz z ulubioną wychowawczynią z Bieszczadów aż nad morze, aby zdążyć na egzamin do szkoły baletowej w Gdańsku. W tej długiej podróży, podczas której muszą przemierzyć całą Polskę, korzystają z wielu środków lokomocji, jak kolejka bieszczadzka, pociąg towarowy, a nawet płyną barką po Wiśle. „Serce, serduszko…” jest swoistym filmem drogi, podróżą, której celem jest spełnienie marzeń i poznanie siebie. Reżyser wyjawił, że Maszeńka jest poniekąd jego odbiciem, ponieważ tak samo jak bohaterka twierdzi, że „jeśli są wystarczająco silne marzenia i idzie się za nimi konsekwentnie, to można zmieniać życie”. Zdjęcia do filmu kręcono w Kazimierzu Dolnym, Łodzi, Gdańsku i Bieszczadach, a konkretnie na terenie Gminy Sanok, której jesienne krajobrazy zachwyciły Kolskiego jeszcze w szkole filmowej, kiedy jako student realizował swój film o polskich parkach i rezerwatach przyrody. Prócz wspomnianych wyżej Marcina Dorocińskiego oraz Julii Kijowskiej, na ekranie zobaczymy w roli głównej debiutującą Marysię Blandzi oraz Maję Komorowską, Gabrielę Muskałę czy Borysa Szyca. Premiera filmu zapowiedziana jest na jesień tego roku.
K [link]


„Ida” rusza do Sundance.
Film Pawła Pawlikowskiego zebrał już do tej pory mnóstwo nagród i wyróżnień na rodzimych jak i zagranicznych festiwalach. Został doceniony również w Stanach, gdzie już niebawem pojawi się w sekcji „Spotlight”, prestiżowego festiwalu niezależnego kina w Sundance. W konkursie „Ida” zmierzy się m.in. z obrazem „Tylko kochankowie przeżyją” Jima Jarmuscha, który był już nominowany do głównej nagrody na festiwalu w Cannes. Warto tutaj wspomnieć o zeszłorocznej edycji, podczas której jury Sundance doceniło polskie produkcje przyznając nagrodę Michałowi Englertowi za zdjęcia do „Nieulotnych” Jacka Borcucha oraz Grzegorzowi Zaricznemu za reżyserię krótkometrażowego „Gwizdka”. Jak będzie w tym roku? Wprawdzie na tegorocznym Sundance nie znajdziemy polskiego pretendenta do nagrody głównej, ale w sekcji „Spotlight” dzieło Pawlikowskiego ma duże szanse. Świadczyć może o tym chociażby umieszczenie „Idy”, obok „Nimfomanki” von Triera, na liście najbardziej oczekiwanych wydarzeń kulturalnych 2014 ("Great Expectations for 2014") przez „New York Times”. W dziale „Film” obszernego materiału, umieszczonym w jednej z najbardziej poczytnych gazet w Ameryce, czterech krytyków filmowych wskazywało na szczególnie obiecujące filmy tego roku. Jeden z nich, A.O. Scott, docenił właśnie „Idę”, będącą według niego "zarówno studium pamięci, jak i aktem pamiętania". Zachwalał on w swym tekście także nostalgiczny klimat opowieści oraz biało – czarne zdjęcia, które sprawiają wrażenie, jakby film nakręcono w latach 60. Dużo pochwał płynących zza oceanu, czy tym razem również polski film zatriumfuje na Sundance Film Festival?
K [link]


Impresjoniści na Walentynki w Bostonie! Od 6 stycznia na stronie Museum of Fine Arts w Bostonie można wziąć udział w niecodziennym głosowaniu.
14 lutego otworzona zostanie wystawa, na którą dzieła wybiorą... internauci. Na ekspozycji Boston Loves Impressionism pojawi się 30 wybranych dzieł spośród 50 wyselekcjonowanych do głosowania (a Boston posiada naprawdę duże zbiory oraz arcydziełą impresjonistów). Obrazy zostały podzielone tematycznie: On the Water, From the Land, Of the People - w tych kategoriiach można oddawać głosy, a pod koniec stycznia czeka nas runda finałowa! więcej informacji: www.mfa.org... TD [link]


Mateusz Kościukiewicz z tytułem Shooting Star 2014! Na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie w dniach 8-10 lutego 2014 odbędzie się oficjalna prezentacja 10 europejskich aktorów z tytułem Shooting Star, wśród nich znajduje się Mateusz Kościukiewicz, którego kandydatura została zgłoszona przez PISF.
To już 17. edycja tego programu, utworzonego w celu promocji młodych i utalentowanych europejskich aktorów. Przypomnijmy, że w Berlinie z tytułem Shooting Star pojawiło się już trzech reprezentantów Polski. W 2007 roku była to Agnieszka Grochowska, w 2010 Agata Buzek, a w 2012 Jakub Gierszał. Spośród 24 nadesłanych kandydatur, międzynarodowe jury wybrało 10. Kościukiewicza wyróżniono za rolę w „W imię…” Małgorzaty Szumowskiej. Jury uzasadniło swój wybór, stwierdzając, że „(…) genialnie udało mu się sportretować bohatera, który z tajemniczego odmieńca przemienia się w szalenie nieprzewidywalną bombę zegarową, przechodząc od błazeńskiej energii do urzekającej tkliwości. Udaje mu się przy tym naszym zdaniem być cały czas przekonującym.” Młodzi ambasadorzy europejskiego kina będą uczestniczyli w licznych warsztatach oraz spotkaniach, a także odwiedzą różne festiwale filmowe. Tytuł ten może być dla nich szansą na realizowanie się na arenie międzynarodowej, jak udało się to poprzednim Shooting Star, jak Rachel Weisz, Carey Mulligan, Mélanie Laurent czy Moritzowi Bleibtreu.
K [link]


Czasy, kiedy gusta muzyczne kształtowaliśmy od małego, z zaciekawieniem podsłuchując tego czym raczyli nas rodzice, puszczający kolejny kasety, CD i winyle, których dźwięki ginęły gdzieś między meblościanką, a drzwiami do kuchni, odeszły w zapomnienie.
Dzisiaj z racji coraz częstszego przenoszenie się z dźwiękiem na słuchawki, a także większej roli muzycznych bibliotek w postaci mp3, wydawać by się mogło, że rodzinna tradycja muzycznej edukacji może odejść w zapomnienie. Na szczęście, na ratunek dzieci w XXI wieku przychodzi sieć Starbucks, która wprowadza na rynek składankę CD o wdzięcznej nazwie „Music for little hipsters”. Dzięki niej każdy rodzic może upewnić się, by jego dziecko zamiast plakatu One Direction na ścianie, mogło od początku wyróżnić się na tle innych mainstreamowych dzieci, sypiąc z rękawa nazwami takich zespołów jak Devo, Beach Boys, czy The Free Design. W zestawie oprócz płyty z muzyką znajdziemy rozkładaną kartę z zabawami i szesnaście kolorowych naklejek. Niestety na tę chwilę płyta nie jest dostępna w Polsce, ale jeżeli jesteście zainteresowani można ją zamówić poprzez internetowy sklep kawiarni. Liczę też, że przy okazji ewentualnej Polskiej premiery lista wykonawców zostanie uzupełniona też o rodzimych artystów. NS [link]


Andrzej Pągowski rysuje kalendarz na Nowy Rok! Artysta i inni ilustratorzy książek dziecięcych stworzyli rysunki do kalendarza „Zdrowie”.
12 artystów, 12 miesięcy i 12 różnych stylistycznie ilustracji, wszystko w temacie zdrowia.
Jest to już trzeci autorski kalendarz artystyczny wydany przez firmę Gedeon Richter. Jego idea wzorowana jest na renomowanym kalendarzu Pirelli jednak materiałem ilustracyjnym są nie zdjęcia, ale grafika. Twórcy skupiają się na obrazie, oraz towarzyszących mu słowach – najczęściej przysłowiach bądź cytatach z literatury. Zeszłoroczna edycja – „Życie” – prezentowana była w Galerii Grafiki i Plakatu w Warszawie oraz wielokrotnie nagradzana.
Autorem styczniowej grafiki oraz jednocześnie pomysłodawcą projektu jest grafik Andrzej Pągowski. Swoją kartkę do kalendarza dołożyli znakomici ilustratorzy i ilustratorki: Bohdan Butenko, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Maria Ekier, Elżbieta Gaudasińska, Magdalena Pankiewicz, Paweł Pawlak, Janusz Stanny, Marianna Sztyma, Józef Wilkoń i Aleksandra Woldańska-Płocińska.
Kalendarz objęty jest patronatem Narodowego Centrum Kultury w ramach kampanii "Patrz, jak czytasz. Ilustracje".
SW [link]


Zaczytany jak Szwed.
Najnowsze statystyki wskazują, że w Szwecji, w zależności od wykształcenia, po książkę sięga od 22 do 56% mieszkańców. Tygodniowo.
Serwis "Szwecja dzisiaj" podaje, że w kraju niezmienną popularnością cieszy się najchodliwszy towar eksportowy tamtejszej literatury, czyli kryminały, w tym trylogia Stiega Larssona, która liczy sobie już dziesięć lat. Prócz tego Szwedzi cenią współczesną klasykę jak Jan Guillou czy Jonas Gardell, a także Alice Munro i Augusta Strindberga. Zdecydowanie popularniejsza jest fikcja niż literatura faktu, z wyjątkiem rozchwytywanych biografii m.in. Ingmara Bergmana czy Zlatana Ibrahimovicia.
Co ciekawe, przykład Szwecji pokazuje, że na powszechność czytania dość niewielki wpływ mają ceny książek, które nawet dla przeciętnego mieszkańca są tam stosunkowo wysokie. O systematycznie spadające czytelnictwo w Polsce obwinia się najczęściej wysoki VAT, czy niedofinansowane biblioteki i o ile są to rzeczywiście kwestie, które należy rozwiązać, to nie sądzę by były one dla problemu kluczowe. Być może bardziej niż kwestia finansowa jest to kwestia ilości wolnego czasu i nawyków kulturowych jego pożytkowania. Tylko kto i jak powinien je kształtować?
Więcej informacji: www.szwecjadzisiaj.pl... DS [link]


2013 już za nami.
Naturalną rzeczą jest, że wraz z początkiem Nowego Roku, w Internecie pojawiają się setki podsumowań. Niektóre mniej, a niektóre bardziej warte naszej uwagi. Ja zachęcam do obejrzenia opublikowanego przez New York Times „The Year in Pictures”. Pokaz, ułożony według miesięcy, rozpoczyna się od zdjęcia 15-to letniej Raedy i jej małego brata, tłoczących się z krewnymi w namiocie w Syrii, po tym jak eksplozja częściowo oślepiła dziewczynę. Na koniec zaś widzimy Mnikelo Ndagankulu, owiniętego flagą, spoglądającego ze wzgórza na rodzinny dom Nelsona Mandeli i cmentarz. W międzyczasie NY Times serwuje nam mieszankę fotografii tak różnych, jak różny może być cały rok. Skutki tornad, wojen, zamieszek, przeplatają się ze zdjęciami ze ślubu, meczów, przedstawień, czy krajobrazu Yosemite.
www.nytimes.com...
JK [link]


"My Struggle" – podejrzanie znany tytuł znowu obiega świat.
Nazwę tę (nor. "Min Kamp") nosi sześciotomowy zbiór literackich pamiętników z życia norweskiego pisarza, Karla Ove Knausgårda. W Norwegii tomy były wydawane w latach 2009-2011 i już wówczas zostały ogłoszone książką roku 2010 według norweskiego tygodnika Morgenbladet. W październiku w Wielkiej Brytanii ukazała się dopiero druga część zbioru i wzbudza poważne kontrowersje w świecie literackim. Knausgård opisuje w tej książce bardzo dokładnie swoje życie, od dzieciństwa aż po współczesne lata. Nie pomija intymnych i żenujących szczegółów dotyczących nie tylko jego, ale także jego rodziny i znajomych – możliwe, że to podbija sprzedaż książki. Pojawiają się także kilkudziesięciostronicowe passusy dotyczące jedzenia czy innych mało znaczących domowych czynności. Recenzenci pisali, że byli zarówno znudzeni, jak i zaintrygowani. Knausgårdowi zarzuca się jednak to, że nie jest uczciwy pisząc, że to jedynie relacja z życia. Niektóre sytuacje czy sposoby wykonywania czynności zostały przez niego wymyślone i wobec postulowanej szczerości i prawdomówności, czyli wykluczenia autora i wstawienia na to miejsce sprawozdawcy, następuje tu zgrzyt. Mimo to książka została okrzyknięta współczesnym „Poszukiwaniem straconego czasu”. Póki co, nie słychać nic o polskim przekładzie. KN [link]

Nowy Rok polskiej kinematografii. Podczas wigilijnego spotkania Stowarzyszenia Filmowców Polskich, które miało miejsce 18-go grudnia w warszawskim Sheratonie, odbyła się również gala wręczenia nagród Stowarzyszenia, przyznawanych już po raz siódmy. Statuetki, honorujące szersze spektrum filmowych zawodów, m.in. pracę dźwiękowców, montażystów czy scenografów, zdobyli: Halina Dobrowolska (scenografia: Miś, Dekalog), Marta Kobierska (kostiumy: Jak rozpętałem drugą wojnę światową, Znachor), Mariusz Kuczyński (dźwięk: Bandyta, Lawa…), Jan Laskowski (zdjęcia: Pociąg, Do widzenia, do jutra), Wincenty Ronisz (reżyseria: Żołnierze wyklęci, Poeta nieznany), Jerzy Rutowicz (produkcja: Hydrozagadka, Nie ma mocnych) oraz Stanisław Janicki (krytyka). Przy okazji spotkania Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISF, oraz Jacek Bromski, prezes SFP, złożyli członkom – oraz Polskiemu Filmowi – życzenia na nadchodzący rok. Przyłączając się do nich, chcielibyśmy życzyć rodzimej kinematografii artystycznej satysfakcji i komercyjnych sukcesów, wielu krajowych i zagranicznych nagród, pasjonujących historii do sfilmowania przekładanych na świetne scenariusze, młodzieńczej świeżości i rozwagi, jaką niesie ze sobą doświadczenie oraz dojrzałej widowni, świadomie wspierającej polskie kino. W tym roku na ekranach polskich kin zobaczymy m.in. nowe filmy Wojciecha Smarzowskiego i Władysława Pasikowskiego, "Miasto’44" Jana Komasy, "Kamienie na szaniec" Roberta Glińskiego czy "Arbitra uwagi "– pełnometrażowy debiut Jakuba Polakowskiego. Tak więc, kinomani, do siego roku!:)
PC [link]


Najnowsza i ostatnia książka Mariana Pankowskiego, wydana w grudniu przez Ha!art, nie została przez autora zaplanowana.
Składają się na nią opowiadania pisane w latach dwutysięcznych, publikowane wcześniej na łamach pisarskich czaspopism. Książka jest przez to literackim wydarzeniem interpelującym czytleników „Hej, czytajcie mnie, przypomnijcie sobie o autorze!”. Wokół niej zorganizowanych zostało w samym grudniu kilka spotkań, jedno we współpracy z portalem ludzi LGBT queer.pl, inne w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie. Sam Marian Pankowski przez demonstracyjne odrzucenie pewnego sposobu pisania o sprawach narodowych czy związanych z czasami drugiej wojny (sam był więźniem obozów koncentracyjnych) oraz podejmowanie tematów stabuizowanych obecnie jest uznawany za autora transgresyjnego. Między innymi dzięki wprowadzeniu wątków tak zwanej miłości senioralnej mówi się o nim „najmłodszy polski pisarz”. Sposób operowania językiem, czasem wulgarnością, przy opisywaniu tematów, dla których zarezerwowane są wysokie tony patosu, samego Iwaszkiewicza pozostawił w pewnej konsternacji. Zbiór zaproponowany przez Ha!art jest tylko małą próbką twórczości, która nieznającym Pankowskiego da subtelny obraz skandaliczności. To bardzo zgrabne otwarcie furtki do bogatego zbioru, póki co pozostającego literacką ciekawostką. KN [link]


Nie żyje Wojciech Kilar, jeden z najwybitniejszych polskich twórców muzyki klasycznej i filmowej, pianista i kompozytor darzony ogromnym szacunkiem i uznaniem na całym świecie.
Za jego nazwiskiem stoją najważniejsze tematy filmowe kinematografii polskiej drugiej połowy XX wieku: nieśmiertelny polonez z „Pana Tadeusza”, walc z „Ziemi Obiecanej” i muzyka z „Kroniki wypadków miłosnych” Wajdy, walc z „Trędowatej” Hoffmana czy muzyka z filmu „Pianista” Polańskiego. Kilar zapisał się także w pamięci miłośników kina jako twórca ścieżek dźwiękowych do produkcji zagranicznych, takich jak „Dracula” Coppoli, „Portret damy” Campion czy „Dziewiąte wrota” Polańskiego. Był o krok od napisania muzyki do „Władcy Pierścieni”! Dzisiaj myśl o kompozytorze sprawia, że w wyobraźni momentalnie wybrzmiewają tematy niezwykle wyraziste, niosące ogromny ładunek emocjonalny, niekiedy oparte zaledwie na kilku dźwiękach. Twórca oprawy muzycznej do ponad 130 filmów, obdarzony wieloma prestiżowymi nagrodami, zmarł w wieku 81 lat. AC [link]


Orhan Pamuk został nagrodzony międzynarodową macedońską nagrodą literacką Tabernakul.
Podczas konferencji prasowej ogłosił, że skończył już pracę nad najnowszą powieścią „Peculiarity in my mind”, która w najbliższym czasie zostanie wydana. Odnoszac się do sytuacji w swoim kraju powiedział, że pisarze tureccy nie mają problemów ze swobodą wypowiedzi, natomaist natrafiają na problemy, gdy pragną wyjść poza temat inny niż literatura. Przyznał, że parające się fachem dziennikarskim osoby, chętnie informują społeczeństwo o faktycznym stanie rzeczy. Narażone są tym samym na niebezpieczeństwo. „Wolnośc słowa nie jest mocną stroną mego kraju, nie była jednak nią również w przeszlych czasach”.
Ciekawe jest to, jak inteligencja turecka skomentowała wypowiedź noblisty w mediach społecznościowych. Ironiczne określenia jak „Wreszcie! Od dawna chcieliśmy usłyszeć, co Pamuk ma do powiedzenia o polityce, ale przez opary gazu łzawiacego słowa nie docierały z Włoch, gdzie popijał z przyjemnością chianti”. DR [link]

Haszyszowe ciasteczka: pośmiejmy się po świętach! Paulette nie jest typową, dobroduszną staruszką. To zatwardziała rasistka i cyniczka, którą życie nauczyło, że gruba skóra to zbyt mało, aby przetrwać (szczególnie na zasiłku). Kiedy pieniądze ostatecznie się kończą, telefon zostaje wyłączony, a mieszkaniu grozi komornik, szczęśliwym zbiegiem okoliczności Paulette wpada na pomysł niekonwencjonalnego biznesu. Bo któż będzie podejrzewał biedną staruszkę o handel haszyszem? I tak w kraciastej torbie z zakupami, między brokułami a marchewką, Babcia szmugluje kolejne działki – dopóki nie odkrywa, że z pomocą jej kulinarnych talentów można jeszcze udoskonalić biznes. Sprawa zaczyna wymykać się spod kontroli, a nawet dobroduszny zięć-policjant zaczyna zastanawiać się, skąd pochodzą pieniądze na nowe sprzęty i luksusową wycieczkę nad morze.
„Babcia Gandzia” to lekka francuska komedia – jej zaletą są przede wszystkim wyraziste, może nawet nieco przerysowane charaktery, oraz dynamiczny scenariusz. Ciężko oczekiwać po filmie moralnych nauk, bo ma on przede wszystkim bawić – a swoje zadanie spełnia wyśmienicie. To ciekawa i lekkostrawna propozycja na poświąteczną wizytę w kinie – trochę absurdu jeszcze nikomu przecież nie zaszkodziło! PC [link]


Julian Antonisz bezkompromisowo zawładnął rokiem 2013.
Wystawa „Technika jest dla mnie rodzajem sztuki” dostępna w warszawskiej Zachęcie oraz w Muzeum Narodowym w Krakowie zbiegła się w czasie z książką Ewy Borysewicz „Rausz kinetyczny”. Pierwsze wydarzenie dawało wgląd w sposób pracy Antonisza. Przy oglądaniu jego samodzielnie robionych „pomysłowników”, „dźwiękownic”, „animografów” można było przekonać się, jak ważna dla artysty była niezależność od reglamentującej twórczość władzy oraz jak liczyła się dla Antonisza swobodna wypowiedź. Ewa Borysewicz łączy techniczne narzędzia z próbą odcięcia się przez artystę od politycznego klimatu PRLu, analizując odchodzenie od komunistycznych zasad tworzenia. Aby dopełnić wrażenia totalności, Korporacja Ha!art wydała w październiku „Opowieści graficzne” – zbiór czterech komiksów Antonisza poprzedzonych wstępem Jakuba Woynarowskiego oraz córki artysty, Sabiny Antoniszczak. Rysunki były dla Antonisza nie tylko wstępnym projektem przyszłego filmu, ale mogły stanowić osobną zamkniętą całość. Niedokończonym projektem było „Jak powstało muzeum filmu Noc-Camera” – fotokomiks powstały na kanwie najprawdziwszych wydarzeń. Antonisz wraz z rodziną zapragnął zbudować muzeum swojej twórczości, problemem było jednak zachęcenie widzów do odwiedzin. W związku z tym rodzina postanowiła czyhać w pobliskiej rzece na chętnych Japończyków.
W książce jest także prezentowany najwcześniejszy komiks Antonisza – „przygody Hitlera” powstały, gdy autor miał 12 lub 13 lat. Surrealistyczne poczucie humoru jest spotęgowane przez wybór bohatera – to Hitlerowi przytrafiają się smutne przygody, to na niego napada lew i to jego kąsają pszczoły. Najdłuższą historyjką jest komiks „Pierony”, pierwotnie mający być wstępem do filmu. Występują tam dwaj górnicy, Karil i Zeflik, którzy w ramach socjalistycznego bicia rekordu muszą przekopać się z Katowic aż do Australii. Antonisz perfekcyjnie dobiera żarty sytuacyjne i językowe, a surrealistyczne poczucie humoru znane z filmu „Jak działa jamniczek” bardzo łatwo i tu odnaleźć.
KN [link]


Paradygmatem współczesności jest myślenie o niej w jak najgorszych kategoriach.
W dobrym tonie jest krytykowa kultury popularnej, jednak dystansowanie się od niej ogranicza chciwe ironiczne podpatrywanie tej dziedziny. Niedawno nakładem Ha!artu ukazał się dłuższy esej Chorwatki Dubravki Ugrešić doskonale wpisujący się w znany krytyczny nurt podglądania kultury popularnej. Nazwa tomiku to „Kultura karaoke”, co w pewien sposób już zapowiada stosunek autorki do niewybrednych praktyk amatorów wchodzących na scenę i wcielających się przez 3 minuty w skóry swoich idoli.
„Karaoke” po japońsku to „pusta orkiestra”. Wychodząc od tej definicji badaczka, zresztą przez lata profesor Uniwersytetu w Zagrzebiu, przekonuje czytelnika o diametralnej zmianie w tworzeniu kultury, jaka zaszła po upadku komunizmu oraz poprzez procesy globalizacji. Jednak czy tendencje do naśladowania idoli nie pojawiły się już wcześniej, choćby wraz z narodzinami kina (choćby fenomen Rudolpha Valentino)? Czy chęć zachowywania się jak dekadenccy poeci nie towarzyszyła XIX-wiecznym mieszczanom? Wreszcie może otwarcie o to zapytać: czy elementy, w których Ugrešić widzi „kulturę karakoe”, nie są po prostu częścią praktyk kulturowych pewnej klasy społecznej? Autorka w sposób nieco zbyt demonizujący przedstawia kulturę popularną jako tę, która rości sobie pretensje do zastąpienia kanonu. Wydaje się jednak, że ABBA nie wyprze z filharmonii Mozarta, a obrazy Pricassa pozostaną niesmacznym kiczem w podrzędnych restauracjach, szanując Picassa w Tate Modern. Badaczka przyjmuje wobec transformacji kanonicznych dzieł oraz powstawania nowych gatunków (np. fan fiction) postawę zniesmaczonej intelektualistki, która przed wycinaniem z prozy Schulza słów (książka Tree of Codes) może obronić się tylko wyrozumiałą ironią. Wbrew temu, co głosi blurb, Ugrešić wcale nie proponuje rozwiązania kwestii, które uznała za problemy. Proponuje tylko ironicznie, by dać się świadomie wciągąć w „kulturę karaoke”, bo dla intelektualisów innego wyjścia nie ma. Nałożenie innej perspektywy pozwoliłoby wyprowadzić inny wniosek.
KN [link]


Szpital dla kultury.
Kamienica mieszcząca się przy Alejach Jerozolimskich 57 przeszła operację na otwartym sercu i znów zaczyna tętnić życiem. Mury dawnego szpitala przeobraziły się w awangardową przestrzeń skupiającą przede wszystkim młodych, kreatywnych: artystów, projektantów, muzyków, rzemieślników. Łączy ich jeden mianownik-tworzą z pasją. Niegdyś Jerozolima, dziś w nowej odsłonie Grupa 57, nie ma być jedynie przestrzenią pod wynajem, lecz społecznością, która się nawzajem inspiruje oraz wymienia pomysłami i doświadczeniami. Atmosfera starej kamienicy sprzyja kreatywności- długie korytarze z wysokimi sufitami, tajemnicze przejścia, tworzą alternatywę dla artystów znudzonych nowoczesnymi, przeszklonymi budynkami. W kamienicy najemcy swobodnie mogą nadać osobisty charakter wynajmowanym pomieszczeniom. Do tej pory Grupa 57 to kilka labeli modowych, studio nagrań, dwa salony fryzjerskie, pracownia stylistek, agencja PR oraz szkoła śpiewu. Powierzchnię ostatniego piętra wygospodarowano dla galerii sztuki współczesnej, otwartą na współpracę z młodymi artystami. Na pewno warto mieć na uwadze to miejsce, choć zapewne usłyszymy o nim jeszcze nie jeden raz. OW [link]


Ile zapłaciłbyś za arcydzieło Bruegla? Z tym pytaniem muszą zmierzyć się potencjalni kupcy dzieł wyprzedawanych przez Detroit Institute of Arts.
Z pewnością wielu miłośników sztuki przyjęło tą informację z niedowierzaniem. Jak bowiem uzasadnić fakt, że tak poważana instytucja kultury pozbywa się bezcennych dzieł, które nigdy nie powinny trafić na rynek, nie mówiąc o ich wycenie? Dzieje się tak w związku z bankructwem Detroit - kolekcja z DIA należąca do miasta trafi pod młotek (ok 5% zbiorów Instytutu). Niedawno został upubliczniony raport z prognozowanymi kwotami, za jakie mogłyby zostać sprzedane wybrane dzieła (jest ich razem 1741) - rzemiosło artystyczne, grafika, rzeźba, sztuka islamska, japońska, czy afrykańska, fragmenty architektury, w końcu malarstwo dawne i nowoczesne. Z tymi ostatnimi wiąże się najwięcej emocji. Sprzedawane będą takie dziełą jak: Taniec wiejski Pietera Bruegla Starszego (wyceniony najdrożej 100-200 mln $), Autoportret w słomkowym kapeluszu Vincenta van Gogha (80-150 mln $), Nawiedzenie Rembrandta van Rijn (50-90 mln $). Dom aukcyjny Christie's przewiduje, że całkowita kwota sprzedaży zamknęłaby się pomiędzy 454 a 866 milionami dolarów. TD [link]

Nagroda dla Iwana Wyrypajewa i Joanny Moro przyznana została z rąk polskiego oraz rosyjskiego MSZ za "wybitne zasługi w dziele wzajemnego zbliżenia i porozumienia społeczeństw obu krajów". Nieobecny na gali reżyser zostawił list, w którym napisał: Musimy zobaczyć w "drugim" przede wszystkim człowieka. "Dialog nie może być budowany między politykami, a powinien być budowany między ludźmi. Powinniśmy nauczyć się widzieć w "drugim" przede wszystkim człowieka, a dopiero potem jego stanowisko." Całą treść listu można odczytać tu: www.tokfm.pl... KP [link]

Strona 14 z 45
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |