Rzut okiem
PORTAL KULTURALNY

Rzut okiem

Zobacz trendbook


Scorsese widzi przyszłość kina w różowych barwach.
Dowodem na to jest list, który napisał do swojej córki. Zdaniem reżysera, dzięki dostępności sprzętu, filmy można dziś kręcić bardzo tanio i bardzo szybko. Każdy z nas może tworzyć dzieła srebrnego ekranu w domowych pieleszach. Można by się zastanawiać co dokładnie stoi za takim frazesem? Czyżby 71-letni artysta postanowił zejść ze sceny i ustąpić miejsca młodszemu pokoleniu? A może po prostu poczuł się zmęczony szumem, jaki powstał w związku z premierą „Wilka z Wall Street” i postanowił swoim listem skupić uwagę prasy na czymś innym? Sprytne zagranie, Signor Scorsese. List w oryginale dostępny tutaj: www.indiewire.com... KM [link]


Studio Munka wypuszcza spod swoich skrzydeł aż siedem filmów krótkometrażowych, które w styczniu i lutym pojawią się na europejskich festiwalach filmowych.
Na Küstendorf Film and Music Festival odbywającym się w Serbii, którego założycielem i dyrektorem jest Emir Kusturica, o nagrodę główną powalczy „Mazurek” Julii Kolberger, doceniany w sekcjach krótkometrażowych na rodzimych festiwalach. Oprócz tego w Kustendorfie wyświetlone zostaną „Nasza zima zła” Grzegorza Zaricznego i „Arena” Martina Ratha. Wydarzeniem towarzyszącym tegorocznej edycji jest wystawa „American New Wave in Polish Film Poster”, prezentująca polskie plakaty filmów amerykańskiej nowej fali z lat ’70 z kolekcji Muzeum Kinematografii w Łodzi. Podczas 36. edycji festiwalu w Clermont – Ferrand, drugim (zaraz po Cannes) największym festiwalem filmowym we Francji, zaprezentowana zostanie „Trzydziestka” - „Ojcze masz” Kacpra Lisowskiego, co stanowi ogromne wyróżnienie dla twórcy. Na początku lutego we Wrześni, podczas XXI Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia 2014" w bloku krótkometrażowych fabuł będzie można zobaczyć „Dom na końcu drogi” w reżyserii Wojciecha Kasperskiego, „Chłopców” Pawła Orwata oraz „Mazurek” Julii Kolberger, a sekcję krótkometrażowych dokumentów uświetnią „Odwiedziny” Mateja Bobrika i „Arena” Piotra Bernasia. Ostatnim miejscem na filmowej mapie Europy będzie 11. London Short Film Festiwal, gdzie zaprezentowany będzie zwycięzca zeszłorocznej edycji Sundance Film Festival - „Gwizdek” Grzegorza Zaricznego. Studio Munka wspiera młodych artystów, wyłapując filmowe talenty, trzymamy kciuki, żeby zostały one zauważone również poza granicami kraju. Więcej informacji o filmach produkowanych przez Studio Munka: www.studiomunka.pl...
Studio Munka wypuszcza spod swoich skrzydeł aż siedem filmów krótkometrażowych, które w styczniu i lutym pojawią się na europejskich festiwalach filmowych. Na Küstendorf Film and Music Festival odbywającym się w Serbii, którego założycielem i dyrektorem jest Emir Kusturica, o nagrodę główną powalczy „Mazurek” Julii Kolberger, doceniany w sekcjach krótkometrażowych na rodzimych festiwalach. Oprócz tego w Kustendorfie wyświetlone zostaną „Nasza zima zła” Grzegorza Zaricznego i „Arena” Martina Ratha. Wydarzeniem towarzyszącym tegorocznej edycji jest wystawa „American New Wave in Polish Film Poster”, prezentująca polskie plakaty filmów amerykańskiej nowej fali z lat ’70 z kolekcji Muzeum Kinematografii w Łodzi. Podczas 36. edycji festiwalu w Clermont – Ferrand, drugim (zaraz po Cannes) największym festiwalem filmowym we Francji, zaprezentowana zostanie „Trzydziestka” - „Ojcze masz” Kacpra Lisowskiego, co stanowi ogromne wyróżnienie dla twórcy. Na początku lutego we Wrześni, podczas XXI Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia 2014" w bloku krótkometrażowych fabuł będzie można zobaczyć „Dom na końcu drogi” w reżyserii Wojciecha Kasperskiego, „Chłopców” Pawła Orwata oraz „Mazurek” Julii Kolberger, a sekcję krótkometrażowych dokumentów uświetnią „Odwiedziny” Mateja Bobrika i „Arena” Piotra Bernasia. Ostatnim miejscem na filmowej mapie Europy będzie 11. London Short Film Festiwal, gdzie zaprezentowany będzie zwycięzca zeszłorocznej edycji Sundance Film Festival - „Gwizdek” Grzegorza Zaricznego. Studio Munka wspiera młodych artystów, wyłapując filmowe talenty, trzymamy kciuki, żeby zostały one zauważone również poza granicami kraju. Więcej informacji o filmach produkowanych przez Studio Munka: www.studiomunka.pl... K [link]


Serialowa (r)ewolucja, czyli literaci z nosami w ekranach.
Jednym z pierwszych zachwyconych był Jacek Dukaj, nieuprzedzony wobec inteligentnej rozrywki erudyta i znawca popkultury. To on dostrzegał podobieństwa pokaźnej epiki literackiej do tej serwowanej przez wcale nie tasiemcowe seriale. Po nim felietonista Gazety Wyborczej popadł w nieuleczalne serialożerstwo. Krzysztof Varga ekshibicjonistycznie i wielokrotnie, m.in. na łamach Dużego Formatu, obnosił się ze swoją postępowością, każącą mu łykać odcinki jeden po drugim. Niedawno do chóru dołączył autor Najgorętszej Książki Lata 2013, czyli "Bezcennego", Zygmunt Miłoszewski. W wywiadzie dla Filmwebu rzeczowo i interesująco wychwalał wybitny, ostatnio sfinalizowany "Breaking Bad". Z kolei w Dwutygodniku swój głos do tej harmonijnej pieśni pochwalnej dodała Dorota Masłowska. Poszła dalej niż wspomniani panowie: "nie wydaje się, żeby literatura, ze swoim nieprzystająco do niczego wolnym procesem produkcyjnym, była zdolna jeszcze nadążyć za rzeczywistością i produkować szerokie, wielowątkowe narracje, społeczne panoramy. Książka, jako historia mozolnie spisywana w zapajęczynionym kąciku przez jednostkę, nie jest już formą zdolną pomieścić galopującą, rozlewającą się w czasie i przestrzeni współczesność. Serial ma nad nią przewagę jako symulacja projektowana znacznie szybciej, przemysłowo, przez wiele osób, na podstawie dogłębnych researchów, przez to o znacznie wyższej reaktywności na szybko zmieniające się okoliczności
społeczne i polityczne" - stwierdziła. Ta ledwo półroczna amatorka serialowej rozrywki dostrzegła korzyści, wobec których dziś są jeszcze (nieliczni, to prawda) oporni. Uczmy się więc od literatów: czasem i literaturę warto rzucić w kąt. Z korzyścią dla siebie. GK [link]

Oscar Shorts 2013 ruszają w trasę po Polsce. Po co oglądać jeden 2,5-godzinny film, skoro w przeciągu ok. 140 minut możemy poznać aż 10 różnych historii! I to nie byle jakich, bo nominowanych do najważniejszej nagrody filmowej na świecie. Dzięki inicjatywie poznańskiej Fundacji Ad Arte, do 28 lutego w wybranych miastach w Polsce będziemy mieli okazję obejrzeć zestaw najlepszych krótkometrażowych filmów fabularnych oraz animacji wyróżnionych w zeszłym roku przez członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. Pokazy odbędą się m.in. w Gdańsku, Katowicach, Krośnie, Poznaniu, Tarnowskich Górach i Wrocławiu. Warto wspomnieć o dwóch nagrodzonych statuetką Oscara tytułach: najlepszym shorcie aktorskim – wzbudzającej głębokie pokłady emocji „Godzinie policyjnej” Shawna Christensena, oraz najlepszej animacji – romantycznym „Papermanie” Johna Kahrsa z wytwórni Disney’a. Coś dla siebie znajdą również fani Simpsonów, o których zadbał David Silverman, twórca animacji „Najdłuższy dzień w żłobku”. Być może przyjrzenie się zeszłorocznym shortom ułatwi wytypowanie tegorocznych zwycięzców – a tych poznamy już 3 marca.
AC [link]


Pójdźmy na noże w Salonie Akademii.
Do 7 lutego trwa wystawa izraelskiej sztuki wideo. Ukryte wśród labiryntów regałów i kartonów filmy prezentują artystyczne zmagania z poczuciem zagrożenia. Stały niepokój wywołany nieustająco napiętą sytuacją polityczną Izraela ukazany został jako pozytywny bodziec twórczy. Wybrane na Go Get Your Knives filmy unikają dosłowności, odnoszą się do uniwersalnego pojęcia walki o wolność. Dlatego poprzez wystawę organizatorzy chcą sformułować apel do studentów sąsiedzkiej Akademii, by przyjęli postawę ofensywną wobec wszelkich narzucanych schematów. Czy nie jest to delikatna, uszczypliwa sugestia wobec polskiego statusu artysty? Tego kuratorzy już nie wyjaśniają. Dla widzów mniej zaangażowanych, wystawa jest okazją do przyjrzenia się zdecydowanym postawom artystycznym oraz lirycznemu i alegorycznemu wykorzystaniu filmu wideo. (www.facebook.com... JH [link]


Po SZABLONIE, PAPIERZE i SYNTETYKU przyszedł czas na finał, czyli POSTVANDALIZM.
Mowa tu o ostatniej części wystawy Cztery łapy psa, którą możemy oglądać w Galerii V9 na warszawskiej Hożej. Wystawa z założenia miała pokazywać kolekcję Vlepvnetu, która jest pierwszą w Polsce kolekcją street artu i sztuki ulicy, której celem jest zbudowanie przekrojowego i krytycznego obrazu tych zjawisk. Jest to niejako zaglądanie od kuchni do tego hermetycznego środowiska, którego działalność czasami mylnie uważana jest za przejaw wandalizmu, a nie artystycznej kreatywności, która ubogaca przestrzeń miejską. POSTVANDALIZM to podróż przez to co
najbardziej surowe i radykalne. Swoje prace prezentują m.in. Brems, Chu-Chu, Goro, Clever, Alone, Thorpe, Ogon i 947. Są to nie tylko obrazy i obiekty, ale także bogata dokumentacja fotograficzna. Jak mówią sami organizatorzy: „Ten zbiór nosi nazwę kolekcji metabolicznej, a ten sposób kolekcjonowania prac oddaje doskonale istotę postvandalizmu, czyli naszej krytycznej strategii opartej na badaniu miasta i jego sztuki jako kłębowiska procesów tworzenia i niszczenia. Postvandalizm, który troskliwie pochyla się nad wszystkim co liche, pokraczne i odrzucone na estetyczny śmietnik, to nasza metoda badawcza, ale też estetyczna deklaracja, wokół której od ponad 4 lat budujemy projekty, wystawy i akcje.” Jeśli więc ktoś nadal ma wątpliwości czy street art, rzeczywiście ma coś wspólnego ze sztuką, polecam do 7 lutego odwiedzić Galerię V9.
KD [link]


O Afryce w Karakterze! Krakowskie wydawnictwo zapowiedziało premierę nowej książki z gatunku literatury faktu.
"Kiedyś o tym miejscu napiszę" Binyavanga Wainaina ma być połączeniem reportażu, wspomnień oraz sagi rodzinnej przedstawiającej w nieoczywisty sposób historię Afryki. Z małej próbki tekstu zamieszczonej na stronie wydawnictwa możemy spodziewać się dość nietypowego jak na literaturę faktu języka. Nie można też zapomnieć, że jak to w Karakterze, pokazana już oprawa graficzna książki stoi na naprawdę wysokim poziomie. Pozostaję nam tylko niecierpliwie czekać do premiery zapowiedzianej na 10 lutego. MG [link]


„Molier na rowerze”, nowy film Philippe’a le Guay, to kwintesencja subtelnej francuskiej komedii – ze wszystkimi jej zaletami i wadami.
Reżyser, podobnie jak w „Kobietach z szóstego piętra”, stwarza kameralną komediodramę, która tyle czaruje, co nuży. Scenariusz pięknie inkrustowany jest wątkami molierowskimi – zarówno w swojej warstwie teatralnej, jak i fabularnej, jednak literackie inspiracje to zbyt mało, by sto minut seansu utkwiło widzom w pamięci na dłużej. Uwagę zwraca jednak brawurowe aktorstwo – z subtelnym uwypukleniem różnic między warsztatem teatralnym i filmowym, podkreślane jeszcze zawodową rywalizacją postaci i ciągłą zamianą ról. Sceny aktorskich pojedynków, drobnych złośliwości i prztyczków w nos są najciekawszymi momentami obrazu. Niestety całość psuje dosyć nachalny wątek miłosny, obnażający brak innego sposobu na spojenie ciekawego w swojej istocie pomysłu na scenariusz. Słowem: solidnie zrealizowane francuskie kino, które jednak nie osiąga poziomu, na jaki miało potencjał wskoczyć. PC [link]


„Mam wybór – zabić siebie albo innych.
Wybieram zemstę. To zbyt proste, by opuścić ten świat cichym samobójstwem.” Takie słowa zawarła w liście skierowanym do gazet 22-letnia Olga Hepnarová, która w lipcu 1973 roku w czeskiej Pradze celowo wjechała ciężarówką w zbiorowisko ludzi stojących na przystanku autobusowym. Śmierć poniosło 8 osób, 12 zostało rannych. Dziewczyna była ostatnią kobietą w Czechosłowacji, na której wykonano karę śmierci. Jedynym czego żałowała podczas procesu sądowego, było to, że nie udało jej się zabić większej liczby osób. Lekarze sądowi uznali Olgę za poczytalną, więc jej czynu nie można było wytłumaczyć chorobą psychiczną. W grudniu, na Dolnym Śląsku rozpoczęły się zdjęcia do polsko-czeskiej koprodukcji filmowej „Já, Olga Hepnarová”. Jest to projekt dwóch debiutujących reżyserów i scenarzystów - Tomáša Weinreba i Petra Kazda. Za kamerą stanie Adam Sikora, operator takich filmów jak „Essential Killing” czy „Młyn i krzyż”. Zdjęcia mają być utrzymane w konwencji czarno-białej, aby obraz stanowił tło dla nasyconej emocjami historii. W tytułową rolę wciela się Michalina Olszańska, muzyk i studentka aktorstwa, która w wieku 15 lat zadebiutowała powieścią „Dziecko gwiazd. Atlantyda.” Młoda aktorka, choć nie usprawiedliwia czynu Hepnarovej, tłumaczy, że była ona człowiekiem nieszczęśliwym i samotnym. Według niej działanie Olgi nie było zemstą, ale aktem rozpaczy wynikającym z poczucia braku przynależności i skrzywdzenia przez społeczeństwo. Olszańska przygotowując się do roli przestępczyni, próbowała nauczyć się języka czeskiego, aby jak najwierniej odtworzyć postać. Polskim producentem jest Mediabrigade, mająca na koncie m.in. „80 milionów” oraz „Salę samobójców”. Za skomponowanie muzyki odpowiadać ma popularny kanadyjski zespół Crystal Castles. Premiera filmu przewidywana jest na rok 2015. K [link]


Fotografia po raz dwunasty zawładnie Krakowem! Miesiąc Fotografii potrwa od 15 maja do 15 czerwca 2014 roku.
Kuratorem jest Aaron Schuman. Program złożony będzie z trzech bloków: Sekcji eksperymentalnej, dziewięciu wystaw monograficznych oraz serii Spotkań mistrzowskich.
Jednym z elementów będzie też Sekcja ShowOFF – otwarty konkurs skierowany do młodych artystów sztuk wizualnych, ze szczególnym uwzględnieniem debiutantów. Do 9 lutego 2014 można wysyłać zgłoszenia projektów artystycznych wykorzystujących medium fotografii i/lub video-artu. Mogą być to projekty już ukończone lub obecnie realizowane. W składzie kuratorów Sekcji ShowOFF2014 zasiadają: Gunia Nowik i Patrick Komorowski – galeria Pola Magnetyczne, Ewa Tatar – Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Nicolas Grospierre – fotografik, Agata Ubysz – Fundacja rozwoju fotografii Lookout,. Każdy z laureatów konkursu będzie miał okazję przygotować indywidualną wystawę swoich prac pod okiem kuratora oraz wziąć udział w dedykowanych warsztatach.
Formularz zgłoszeniowy na stronie: photomonth.com...
JK [link]


Zmarł Wojciech Krukowski – twórca grupy „Akademia Ruchu”, założyciel i wydawca czasopisma artystycznego „Obieg”, dyrektor CSW w latach 1990 – 2010.
Krukowski był absolwentem Historii Sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze w czasach studenckich powołał do życia „Akademię Ruchu” - interdyscyplinarną grupę twórczą działającą na pograniczu teatru, sztuk plastycznych i filmu, której obszerną retrospektywną wystawę „autoprezentacja: Akademia Ruchu. Miasto. Pole akcji.” mieliśmy okazję oglądać w CSW w 2012 roku. Był jedną z czołowych postaci alternatywnej kultury w okresie PRL-u. Klub Hybrydy, Galeria Współczesna Janusza Boguckiego, Studenckie Centrum Środowisk Artystycznych „Dziekanka” to tylko najważniejsze z inicjatyw artystycznych, które współtworzył Krukowski. W 2010 r. odebrał Złoty Medal Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”. Wojciech Krukowski został również wyróżniony odznaką Zasłużony Działacz Kultury za działalność wydawniczą w obiegu niezależnym. SO [link]


Poliglotyczny akt rysowania.
Wystawa "Dla każdego gustu inny aktor" w poznańskiej Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk to projekt-eksperyment. Jego twórcy zdecydowali się wydobyć na światło dzienne nieco zapomniany problem, który nurtował między innymi Jacksona Pollocka czy Yves-a Kleina: relację pomiędzy gestem, ciałem i rysunkiem. Każda linia, ślad jest zapisem ruchów, rejestracją impulsów ciała. Owe gesty zaprezentowane zostaną w postaci prac na papierze, obiektów, filmów, fotografii. Wystawę tworzą dzieła osiemnastu artystów, którzy przypadek zamienili w proces tworzenia - sztukę. Zetkniemy się z twórczością Gety Brătescu i Jarosława Kozłowskiego i rysunkiem, jako trwającym w czasie aktem fizycznym. Z Williamem Anastasiem przekroczymy granice medium i jego właściwości. Dzieła Kantora i Pierra Bismutha wskażą nam podświadomość, jako źródło spontanicznego ruchu ręką. Na tę okazję powstały również specjalne realizację, jak choćby Writting the body Mirosława Bałki. Efemeryczna rzeźba będzie rodzić się w trakcie trwania wystawy w formie zapisu śladów pozostawionych przez zwiedzających. I na tym nie koniec. Od 17. stycznia w Starym Browarze możemy podziwiać inne formy niekontrolowanego ruchu. Impulsywność wystawy wręcz prowokuje do jej odwiedzenia. OW [link]


Szwedzki potop literacki? Bonnier bierze Marginesy.
Jak donosi portal Bookseller, szwedzki wydawca Bonier Group zdecydował się zainwestować w niewielką warszawską oficynę literacką. Marginesy zostały założone w 2008 roku przez Hannę Mirską-Grudzińską i od tamtej pory wydały szereg wysmakowanych tytułów, jak chociażby bestsellerową powieść "Wyznaję" Katalończyka Jaume Cabré, biografię Janusza Gajosa czy wspomnienia Gustawa Holoubka. Na łamach MAGAZYNU pisaliśmy o będącej bez dwóch zdań wydarzeniem literackim "Mamie muminków" - biografii Tove Jansson.
O ciekawych pozycjach z Marginesów, jak biografii Leonarda Cohena czy książce o Brigitte Bardot jeszcze wspomnimy. Jedno jest pewne - mamy do czynienia z wydawcą, który ma dobry gust a pozyskanie inwestora daje szansę na więcej godnych uwagi premier.
"I cóż, że ze Szwecji?" - zapytałby ktoś. Bonnier to wydawnictwo z ponad 200. letnim doświadczeniem. "Jesteśmy przekonani, że połączenie doświadczeń lokalnych z międzynarodowym wydawniczym know-how otworzy nowe możliwości wzrostu dla Marginesów." - powiedział Prezes Krzysztof Grudziński.
Joachim Kaufmann z Bonnier Books prorokuje: "Weszliśmy w sojusz z Marginesami by zbudować może nie największe, ale na pewno jedno z najszybciej rozwijających się i najbardziej utytułowanych polskich wydawnictw. Razem z Krzysztofem i Hanną zamierzamy zbudować jedną z najważniejszych grup wydawniczych w Polsce w najbliższych latach."
Życzymy powodzenia i ekspansji na miarę IKEI!
Więcej o polsko-szwedzkim mariażu: www.thebookseller.com... PW [link]

Pojawił się zwiastun filmu „Kamienie na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego! To już druga zapowiedź, przedstawiająca nam fragmenty filmowej adaptacji poczytnej książki Aleksandra Kamińskiego, tym razem w rozszerzonej wersji i zmienionej koncepcji. Osią zapowiedzi jest przesłuchiwanie Janka Bytnara „Rudego”, na którego tle przedstawiony jest skrót fabuły. „Kamienie na szaniec” mogą wygenerować liczne aktorskie talenty, bowiem już w rolach głównych widzimy aktorów, którzy stawiają pierwsze kroki na dużym ekranie. W rolę „Zośki” wcielił się Marcel Sabat – jeden z bardziej doświadczonych, bowiem zagrał już małą, epizodyczną rolę w „Nieulotnych” Jacka Borcucha, a niebawem zobaczymy go również w filmie „Facet (nie) potrzebny od zaraz” u boku Katarzyny Maciąg. Debiutujący Kamil Szeptycki zagrał Aleksego Dawidowskiego „Alka”. Praca nad rolą, dla urodzonego w Niemczech studenta aktorstwa, przysporzyła mu wiele wzruszeń, co szczególnie objawiło się w momencie odwiedzin cmentarza powązkowskiego i konfrontacji z grobem osoby, którą „stał się” w filmie. Tomasz Ziętek, filmowy „Rudy”, ma na swoim koncie epizod w dramacie „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” (rola Zbyszka Godlewskiego, zastrzelonego chłopaka, niesionego na drzwiach). Podobno został on okrzyknięty kolejnym polskim Jamesem Deanem (który to już?). Damskie grono reprezentowane będzie m.in. przez Sandrę Staniszewską oraz Magdalenę Koleśnik, która zasila grono głównych bohaterów w również wojennym filmie Jana Komasy „Miasto 44”. Oczywiście młodym aktorom, dla których film Glińskiego może być przepustką do dalszego zawodowego rozwoju, towarzyszą znani artyści jak Żmijewski, Stenka, Chyra, Dziędziel czy Łukasiewicz. Czy film udźwignie ciężar powieści druha Kamińskiego, która dla wielu pokoleń była i jest źródłem przedstawiającym heroizm wojennego pokolenia? Przekonamy się o tym już 7 marca, bowiem wtedy „Kamienie na szaniec” pojawią się na ekranach kin. K [link]


„Obietnica” na Berlinale.
W programie 64. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie znajdzie się „Obietnica” – polsko-duńska koprodukcja w reżyserii Anny Kazejak, debiutującej na wielkim ekranie ponad trzy lata temu filmem „Skrzydlate świnie”. Nowy obraz młodej twórczyni weźmie udział w konkursie Generation 14plus, rozgrywającym się w ramach młodzieżowej sekcji Generation. Głównymi bohaterami psychologicznego dramatu inspirowanego prawdziwymi wydarzeniami są Lili i Janek (w tych rolach debiutanci: Eliza Rycembel i Mateusz Więcławek) – para nastolatków należąca do pokolenia Skype’a i Facebooka, próbująca zdefiniować reguły rządzące otaczającym ich światem, oferującym iluzoryczną, skłaniającą do bezkarnych działań wolność. Ciekawie przedstawia się drugoplanowa obsada filmu, w której obok Andrzeja Chyry, Magdaleny Popławskiej, Bartłomieja Topy, Jowity Budnik i Dawida Ogrodnika znajdziemy m.in. Lulukę Astafiew, modelkę znaną z pobijających rekordy oglądalności klipów Donatana („Równonoc”, „My Słowianie”). Czy opowieść o niedojrzałej miłości szczecińskich licealistów zjedna sobie przychylność jury? Skoro rok temu Kryształowego Niedźwiedzia w sekcji Generation 14plus otrzymała Katarzyna Rosłaniec za „Bejbi Blues”, to i w tym roku mamy szansę na wygraną. AC [link]


2014 Rok będzie wyjątkowo Świerzy! W warszawskiej kawiarni "Relaks" odbył się wernisaż plakatów zmarłego pod koniec zeszłego roku Waldemara Świerzego.
Spotkanie uświetniła swoją obecnością wdowa po zmarłym artyście Magda Świerzy, która zdradziła, że prezentowane 52. prace, były wyjątkowo bliskie sercu artysty. Obecni byli wybitni przedstawiciele świata grafiki - m.in. Rosław Szaybo, Andrzej Dudziński czy Jan Bokiewicz.
Spiritus movens całego wydarzenia jest Andrzej Pągowski, który zdradził zgromadzonym w kameralnych wnętrzach przy ul. Dąbrowskiego, że w najbliższych miesiącach będziemy świadkami licznych wydarzeń przybliżających dorobek Waldemara Świerzego. Kulminacyjnym momentem będzie wernisaż nowego pocztu władców Polski, który odbędzie się na Zamku Królewskim w Warszawie. Jest szansa, że Poczta Polska wyemituje "ogolonego Mieszka I" i jego następców w formie znaczków pocztowych! Ponadto, oprócz licznych wystaw na terenie całego kraju, po raz pierwszy będzie okazja do zobaczenia szkicowników Świerzego. Ci, co znali artystę prywatnie, potwierdzają, że będzie to wyjątkowe wydarzenie, które zostanie nota bene uwiecznione w formie książkowej.
Czasy największej aktywności twórczej Waldemara Świerzego, były złotą erą polskiego plakatu. Słupy reklamowe i szyldy były ozdobione małymi dziełami sztuki, które nie tylko informowały o wydarzeniach, ale robiły to w sposób piękny i estetyczny.
Zaprezentowane w Relaksie prace pochodzą z kolekcji Piotra Dąbrowskiego. Wystawa jest próbą przybliżenia szerszej widowni fenomenu i twórczości tego wybitnego artysty. Wpadajcie do Relaksu na filiżankę dobrej kawy i kawał grafiki najwyższej próby! PW [link]

Tomasz Bagiński stworzył zwiastun zimowych Igrzysk dla stacji BBC. Półtora minutowy spot reklamowy nawiązuje formą do ostatnich wielkich produkcji fantastycznych. W krótkim obrazie ośnieżonej góry rozpoznać można wpływy takich obrazów jak "Władca Pierścieni czy "Gra o Tron". Niesamowita animacja rozpoczyna się widokami niebezpiecznych zboczy wielkiego szczytu, gdzie dostrzec można miejsca odbywania się kolejnych konkurencji igrzysk. Chwilę później wkraczają na nie sportowcy, starając się wygrać z potężną naturą. To właśnie o jej pokonanie pyta ostatnie zdanie filmu. Bez wątpienia jest to trailer niezwykły, kręcony w hollywoodzkim stylu i okraszony doskonałą grafiką Tomasz Bagińskiego. Całość zachęca do oglądania zbliżających się igrzysk i przypomina, że nie są to zwykłe zawody sportowe. To coś fantastycznego, co zdarza się tylko raz na cztery lata. Nie warto tego przegapić, bo skąd możemy wiedzieć, czy akurat tym razem nie uda się komuś pokonać natury? M [link]


Każdy, komu fotografia jest choć trochę bliska, kojarzy czarno-białe zdjęcia Roberta Capy.
Okazuje się, że fotograf pracował również w kolorze. Jeśli ktoś z Was przypadkiem wybiera się do Nowego Jorku w ciągu najbliższych miesięcy, ma okazje zobaczyć ponad 124 niepublikowanych nigdy wcześniej kolorowych zdjęć Capy. Fotografie powstawały latach 30., 40. i 50. Komentarz Cynthii Young, kuratorki wystawy, jest krótką, aczkolwiek treściwą zapowiedzią wystawy: „Capa nie był znany jako fotograf portretowy, ale jego zdjęcia są absolutnie oszałamiające!”. Wystawę “Capa in Color” będzie można oglądać w International Center of Photography w Nowym Jorku od 31 stycznia do 4 maja 2014. Więcej informacji na stronie: lightbox.time.com... JK [link]


Miłość w czasach totalitarnej zarazy. Savyon Liebrecht, autorka sztuki „Rzecz o banalności miłości”, w czasie debaty, która miała miejsce 13 stycznia w Cafe Kulturalna, stwierdziła: „najważniejsze w pisaniu sztuki jest być ambiwalentnym wobec swego bohatera”.
Zdanie to można potraktować jako swoiste motto dla rozmowy między izraelską dramatopisarką, antropolożką Joanną Tokarską-Bakir i tłumaczem Michałem Sobelmanem. W czasie dyskusji, po krótkiej wymianie zdań na temat samego spektaklu, którego premiera w Teatrze Dramatycznym stanowiła tło dla wydarzenia, główną rolę odgrywała analiza postaci Hanny Arendt. Niezwykle złożona osobowość i historia bohaterki sztuki „Rzecz o banalności miłości” stała się pretekstem do rozmowy nie tylko na tematy ściśle jej dotyczące, oscylujące wokół jej życia prywatnego, lecz również szerszego spojrzenia na zagadnienia poruszane przez Arendt w jej twórczości.
Próba zrozumienia postawy żydowskiej studentki, która zakochuje się w swoim profesorze – Martinie Heideggerze, jednym z najważniejszych filozofów XX wieku, a zarazem wiernym wyznawcy ideologii nazistowskiej stanowi ogromne wyzwanie. Jego trudność rośnie, kiedy weźmie się pod uwagę, że Hannah Arendt po wojnie nawiązała ponownie kontakt z Heideggerem i przez wiele lat prowadziła z nim intensywną korespondencję. Wplatając w tę historię wątki związane z jej działalnością naukową: podjęcie się napisania książki o procesie Eichmanna, odrzucenie przez Izrael, aktywną działalność w Stanach Zjednoczonych, poglądy na temat konieczności wprowadzenia rozdziału między polityką a filozofią – okazuje się wyzwaniem jeszcze trudniejszym.
Debata, w którą wplecione zostały przez Savyon Liebrecht opowieści o historii powstawania i recepcji sztuki, obecności syna Heideggera na jej odczycie w Niemczech, pozwoliła zrozumieć z czego wynika konieczność ambiwalencji wobec bohatera podczas pisania sztuki – a także do czego prowadzi. Zbudowanie historii opartej o losy tak kontrowersyjnej postaci uniemożliwia bowiem ustosunkowanie się do jej wyborów czy poglądów – i jest bez wątpienia pokusą dla wymagającego widza, który chce się zmierzyć z próbą zrozumienia motywów rządzących postępowaniem bohaterki. JM [link]


Nikt tak nie rzeźbi w lodzie jak Polacy.
Tomasz Koclęga zdobył w Chinach nagrodę za najbardziej kreatywną rzeźbę w śniegu. Międzynarodowy Konkurs Rzeźby w Śniegu jest największą tego typu imprezą na świecie. Koclęga, do pracy nad rzeźbą pt. “Objawienie” zaprosił asystentów: Bartłomieja Balę, Piotra Probę oraz Jarosława Bagińskiego. Czteroosobowa drużyna przez trzy i pół dnia musiała stworzyć wcześniej zaprojektowane dzieło. Każdy zespół dysponował blokiem śniegu o wymiarach 4 x 3 x 3 m. Uczestnicy konkursu podkreślają, że najważniejsza okazuje się umiejętność pracy w zespole, którego zaangażowanie pozwala pokonać ekstremalnie trudne warunki pracy - dochodzące do 35 stopni mrozy to standardowa temperatura o tej porze roku w Heilongjiangu, najbardziej wysuniętej na północ prowincji Chin. W konkursie wzięło udział 17 zespołów z 11 krajów. Niezwykle dopracowana w szczegółach rzeźba Koclęgi przedstawia obróconą do góry nogami ludzką głowę, masywną, a zarazem dynamiczną, przypominającą meteoryt, który uderzył w Ziemię. Od tyłu wspina się na nią człowiek. Rzeźba nawiązuje do ludzkich zdolności przezwyciężania wszelkich ograniczeń. AC [link]

Strona 14 z 47
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |