Rzut okiem
PORTAL KULTURALNY

Rzut okiem


„Nie znam się, to się wypowiem” – tak mogłabym skomentować galę rozdania Wężów (nagród dla najgorszych polskich filmów minionego roku), która odbyła się w primaaprillisowy wieczór w Teatrze WARSawy.
Żadnego z nominowanych tytułów – niestety? na szczęście? – nie widziałam… Ale taka postawa właściwie pięknie komponuje się z przekonaniami twórców prezentowanych „perełek” – większość z nich mogłaby bowiem zadeklarować: „nie potrafię/nie mam pomysłu, więc nakręcę!”
Gala z tej perspektywy była jednak niezwykle interesująca – same urywki scen wystarczyły, żeby zaintrygować – „Ostrą randkę” obejrzę tylko dla „sceny ze zszywaczem” (chcę spenetrować ścieżki, którymi kroczyła wyobraźnia reżysera!), „Tajemnicę Westerplatte” – licznych „momentów” Michała Żebrowskiego i efektów… specjalnej troski?; zaś „Last minute” – jeśli w ogóle, to tylko po to, żeby zbadać zakamarki logiki, jaką kierował się scenarzysta, kreśląc fabułę i dialogi… Poziom absurdu, na jaki wspinali się twórcy nominowanych filmów, zaskakiwał z każdą kolejną nominacją – dosadność ich metaforyki doskonale ilustruje zwycięzca w kategorii „najgorszy teledysk” (dla odważnych – link: www.youtube.com... Jeśli macie ochotę nadrobić braki (lub spędzić zabawny wieczór w gronie dobrych znajomych i jeszcze lepszego alkoholu), polecamy Waszej uwadze zwycięzców: „Ostrą randkę”, „Last minute” i „Tajemnicę Westerplatte”.
PC [link]


To już niemal pewne: Tina Turner zagra na Narodowym! Ostatnimi czasy było głośno o pomyśle prezydenta Komorowskiego, by 25-lecie wyborów czerwcowych uczcić wielkim, darmowym koncertem.
Pomysł jest spójny z przekazem „pozytywnego patriotyzmu” i wpisuję się w ideę radosnego świętowania świąt narodowych, jednak nie wszystkim przypadł do gustu. Na wiadomość o tym, że Kancelarii Prezydenta marzy się, by 4. czerwca Rolling Stonesi zagrali koncert na Stadionie Narodowym polskie środowisko muzyczne zawrzało. Podniosły się głosy, że wydatek publicznych – bagatela – kilkudziesięciu milionów złotych to gruba przesada w czasie, kiedy brakuje pieniędzy na polskich artystów. Wystosowali oni więc otwarty list, w którym protestują przeciwko takiej koncepcji: 25-lecie polskich wyborów czerwcowych powinni uświetnić polscy muzycy, za polskie pieniądze, które zostaną w Polsce.
Przed zbliżającymi się eurowyborami Prezydent nie mógł zignorować głosu środowisk twórczych i zaskakująco szybko został wypracowany kompromis. Zagrają artyści zarówno polscy, jak zagraniczni a wśród nich… Tina Turner! To niespodziewana wiadomość, ponieważ Tina oficjalnie zakończyła karierę i od kilku lat nie koncertuje, jednak od 2000 roku - kiedy po raz pierwszy ogłosiła rozbrat z szołbiznesem – kilkukrotnie, przy wyjątkowych okazjach, wracała na scenę i do studia (m.in. śpiewając do filmu „Mój brat niedźwiedź”). Minister Michałowski z Kancelarii Prezydenta mówił „Uznaliśmy, że taka rocznica musi być świętowana wyjątkowo. Postanowiliśmy, że na scenie powinny jednocześnie stanąć gwiazdy największego formatu – polskiego i zachodniego. Nie ma co dłużej utrzymywać tego w tajemnicy: na scenie zagrają jednocześnie amerykańska ikona, Tina Turner oraz legendarny Perfect – ze Zbigniewem Hołdysem, jak za dawnych lat…”. Jak udało nam się dowiedzieć, Tina Turner zgodziła się zagrać jedynie 3 piosenki, za to postanowiła zrezygnować ze swojego honorarium. Budżet ma pokryć jedynie jej koszt transportu i pobytu. Sam Lech Wałęsa na wiadomość o planowej wizycie gwiazdy zabrał w tej sprawie głos za pośrednictwem swojego konta na popularnym portalu Wykop, pisząc: „widziałbym Tine śpiewającą Goldeneye w Stoczni Gdańskiej ale niech będzie i Warszawa!”. Oj, będzie się działo!
01.04.2014 SK [link]


Tadeusz Rolke w archiwum MSN! Od 31 kwietnia na stronie Muzeum Sztuki Nowoczesnej oglądać możemy prace Tadeusza Rolkego.
Archiwum składa się z 62 000 negatywów i 4 000 slajdów, uzupełnionych przez 42 000 negatywów cyfrowych. Aktualnie na stronie dostępnych jest 4 tysiące zdjęć. Ten bezcenny zbiór twórcy, który przez wiele lat uchodził za czołowego polskiego przedstawiciela fotografii humanistycznej, ukazuje ponad 60 lat historii Polski i Europy. Znajdziemy w nim zarówno zdjęcia postaci i wydarzeń ważnych dla danego okresu, jak i kadry pozornie błahe - ukazujące życie uliczne, kawiarni – bez których przecież nie mielibyśmy pełnego obrazu tamtych lat. Zachęcam do przejrzenia archiwum w wolnej chwili, a tym, których zainteresują prace Rolkego, polecam spotkanie z artystą 4 kwietnia w Audytorium Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Autor opowie tam o okolicznościach powstania 30 fotografii – ikon - swojego autorstwa. Kolejna odsłona Archiwum nastąpi 23 maja, w przeddzień 85. urodzin artysty. vimeo.com...
JK [link]

Kolejny Harry Potter? Przecież zekranizowano już wszystkie książki z serii. Jak jednak wiadomo, potterowe uniwersum to nie tylko opowieść o Chłopcu, który Przeżył, ale też filmy dokumentalne, w których J.K. Rowling przedstawia m.in drzewa genealogiczne magicznych rodzin, a także książki jak "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" autorstwa fikcyjnego Newta Skamandera. I właśnie jego przygody ma przedstawiać nowy film wytwórni Warner Bros.
Gdy ogłoszono rozpoczęcie projektu, pojawiło się wiele spekulacji dotyczących aktorów i samego filmu, czego przykładem jest film powyżej. Dziś już wiemy, że film będzie pierwszą częścią trylogii - spinoffu dziejącego się na prawie 70 lat przed historią Harry'ego. Wiemy też, że będzie to pierwszy film, do którego Rowling napisze scenariusz. Jak więc widać, autorka nie potrafi się rozstać ze światem Pottera, czemu nie ma się co dziwić - końcu poświęciła mu, lekko licząc, 17 lat życia. Jej obecność na planie zapewni zgodność ze światem, który znamy, jakby nie było, z dzieciństwa. Czy sprawi, że będzie to dobry film, a nie efekty specjalne (bo trzeba pokazać bahanki, kelpie, mantykory itd.) ze szczątkową fabułą dowiemy się za parę lat. ZP [link]


Za nami tegoroczna edycja krakowskich KRoków.
Centralnym punktem ostatniego dnia festiwalu był spektakl Sławomira Krawczyńskiego, Anny Godowskiej oraz Tomasza Wygody. „Niżyński. Święto snów” to solowy performance powstały w oparciu o „Dzienniki” i twórczość baletową autora choreografii do „Święta wiosny”.
Twórcy odkrywają przed nami wewnętrzny świat Niżyńskiego, na który składały się równocześnie doświadczenia schizofrenika zmagającego się z rozszczepieniem własnego ,,ja” oraz osobowość genialnego artysty.
Charyzmatyczny Wygoda z pasją oddaje szaleństwo i zagubienie tytułowej postaci. Tancerz przeprowadza nas przez wszystkie stany (pod)świadomości wybitnego choreografa: od euforii po smutek i rozpacz. Poczucie rozbicia własnej tożsamości oraz pogrążanie się w obłędzie zostały spotęgowane wyznaniem performera skierowanym do publiczności: ,,Kocham cię, i ciebie, i ciebie też kocham, jeśli ty kochasz jego”.
Autorom spektaklu udało się pokazać wielowymiarowość i złożoność psychiki Niżyńskiego: z jednej strony artysty, przypisującego sobie boską moc twórczą, a z drugiej – samotnego i nierozumianego przez innych człowieka, dla którego taniec nie był jedynie narzędziem do wyrażania uczuć, ale przede wszystkim formą istnienia. AS [link]


Ilustracja mody wraca do łask.
Wie o tym redakcja internetowego magazynu Sezon, który na jeden dzień, 3 kwietnia, przejmie rolę gospodarza Festiwalu Mody Polskiej w warszawskiej MiTo i zaprosi wszystkich entuzjastów mody na warsztaty ilustracji modowej. Chętni mogą zapisać się do udziału w trzy i pół godzinnych darmowych warsztatach. Ci mniej doświadczeni będą mogli po raz pierwszy spróbować swoich sił pod okiem znawców tematu, a bardziej zaawansowani oszlifować swoje umiejętności i wymienić się doświadczeniami na temat ilustrowania mody. Motywem przewodnim spotkania będzie „Lśnienie”, które w modzie jest powszechne i każdy rysownik nią zainteresowany powinien potrafić je uzyskać. Tego właśnie uczyć będą podczas spotkania prowadzący: Dorota Pawlicka - na co dzień tworząca ilustracje dla portalu Sezon - oraz Przemysław Piniak, projektant znany ze swych oryginalnych kolekcji obuwia.
Rysunek modowy jest intrygującą i niestety odrobinę zapomnianą alternatywą dla wszechobecnych zdjęć ubrań i stylizacji, jak również fotograficznych relacji z pokazów mody. Jego ogromną przewagą nad fotografią jest fakt, że on zawsze będzie wyrazem artystycznej inwencji jego twórcy, a zdjęcie może (choć oczywiście nie musi) być jedynie produktem odtwórczym nie zawierającym w sobie żadnego pierwiastka sztuki. Trzeba też przypomnieć, że to waśnie w ten sposób przez lata, zanim spopularyzowane zostało drukowanie w prasie zdjęć przedstawiano najnowsze trendy w modzie i stylizację. Właśnie dla tego godny pochwały i polecenia jest pomysł takich zajęć. Warsztaty odbywać się będą w ramach Dnia Sezonu. Po za nimi, tego dnia chętni będą mogli uczestniczyć w dyskusji na pt. „Kogo stać na polską modę?”, projekcji etiud filmowych o modzie oraz targach ilustracji. Więcej informacji o wydarzeniu: www.facebook.com... JK [link]


W przedostatnim dniu Festiwalu KRoki taneczna scena ponownie należała do kobiet: Ramony Nagabczyńskiej oraz Batarity.

Autorka „Re:akumulacji” sięgnęła do twórczości Trishy Brown, amerykańskiej choreografki i tancerki, aby podkreślić zależność twórcy od dokonań poprzedników. Nagabczyńska, cytując poszczególne sekwencje gestów ze słynnego spektaklu z 1971 roku, daje do zrozumienia, że rolą artysty jest przede wszystkim powielanie i przetwarzanie dotychczasowego dorobku – cudzego, a także swojego. Multiplikacja ruchu ciała tancerki za pomocą projekcji to przykład ciągłego przepracowywania własnego materiału artystycznego. Powtarzanie i kompilowanie wcześniejszych prac nie sprowadza się tu jednak tylko do biernego odtwarzania – każdy remiks poza powtórzeniem zakłada bowiem także oryginalność.
Drugi z sobotnich spektakli, „Seasons” Batarity, to opowieść o dwoistej naturze człowieka i wpisaniu jego istnienia w cykliczność charakterystyczną dla świata przyrody. Performerka zderza ze sobą pierwiastki ludzkie i zwierzęce, zaciera granicę między kobiecością i męskością. Ukazuje człowieka rozdartego między sacrum i profanum – uduchowionego, a jednocześnie zanurzonego w dzikich, pierwotnych instynktach. „Seasons”, przedstawiające istotę ludzką oscylującą między kulturą i naturą, to sceniczny efekt serii przedstawień realizowanych w przestrzeni miejskiej Budapesztu i Tokio.
AS [link]


Toni Servillo (znany z „Wielkiego piękna”) po raz kolejny podbił moje serce.
Jego pełen sympatii uśmiech oraz niezwykły urok osobisty, sprawiają że nie można oderwać od niego wzroku. W „Niech żyje wolność!” (film prezentowany w ramach „Cinema Italia Oggi – pokazów Nowego Kina Włoskiego”) w reżyserii Roberto Andò, radość z pojawienia się Servillo na ekranie była podwójna. Aktor wcielił się w dwóch bohaterów: pogrążonego w depresji polityka oraz jego brata bliźniaka – cieszącego się życiem, ze zdrowym dystansem traktującego przeciwności losu, filozofa. Bracia nie rozmawiali ze sobą od ponad 25 lat. Niespodziewanie ich drogi znów się zeszły. Pomimo tego, że opowieść w dużej mierze obnaża kulisy wielkiej polityki (a w takich historiach łatwo się pogubić), film jest wciągający, zabawny i zawiera wiele uniwersalnych prawd. Z kolei seans „Benura” uświetniła wizyta reżysera, Massimo Andrei. Akcja filmu rozgrywa się w Wiecznym Mieście i Koloseum pełni bardzo ważną funkcję w tej historii. Jest nie tyle tłem akcji, co niemalże jednym z bohaterów. Opowieść została wzbogacona o spojrzenie z zewnątrz, a to za sprawą przybysza z Białorusi. Reżyser w swoim filmie zgrabnie żongluje utartymi kliszami, wykazując się przy tym ogromnym poczuciem humoru. Nic dziwnego – „Benur” nawiązuje do wielkiej tradycji we włoskiej kinematografii, tak zwanej „komedia italiana”, której cechą charakterystyczną jest śmiech przez łzy. Takie opowiadanie za pomocą komizmu o poważnych sprawach to praktyka już nieco zapomniana we włoskim kinie, a szkoda, bo osiągając złoty środek, można powiedzieć bardzo wiele w bardzo przystępny sposób. MM [link]


Jak smakować życie i jak pokazać to na kinowym ekranie najlepiej wiedzą Włosi.
W końcu to właśnie oni zdobyli rekordową liczbę statuetek przyznawanych przez Akademię w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny (Oscar dla Paolo Sorrentino to 14 statuetka w dziejach Włoch). Tworzenie kina w kraju, w którym przyszedł na świat jeden z najwybitniejszych reżyserów, Federico Fellini, zobowiązuje. Jak twórcom udało się wywiązać z tego zobowiązania, można przekonać się podczas „Cinema Italia Oggi – pokazów Nowego Kina Włoskiego”, który odbywa się już po raz trzeci w warszawskim kinie Muranów. Nowością jest to, że zaraz po zakończeniu warszawskiej edycji tego wydarzenia, z włoską kinematografią będą mogli zapoznać się widzowie w Gdańsku (już na początku kwietnia!). Podczas przeglądu prezentowany jest jeden (ale za to jaki!) dokument, o wspomnianym już, Fellinim. Film Ettore Scoli jest niezwykłym hołdem złożonym przyjacielowi. Jako, że Federico Fellini niezaprzeczalnie wielkim reżyserem był, to i opowieść o nim nie mogła być zwyczajna. Film jest fabularyzowany, w dużej części czarno-biały, pojawia się w nim narrator i liczne fragmenty obrazów mistrza. To swoisty kolaż, stanowiący prawdziwą ucztę dla miłośników kina i sprawia, że mamy apetyt na więcej. MM [link]


Wielkie rozczarowanie przyniósł spektakl znanej brytyjsko-niemieckiej grupy Gob Squad, prezentowany w czasie krakowskiego festiwalu KRoki.
Dancing about jest pierwszym tanecznym spektaklem zespołu. W scenerii klubu disco, aktorzy opowiadają o tym, kim są i co decyduje o ich człowieczeństwie. Swoje wypowiedzi kierują do zamkniętej w słoju modliszki, która także ma możliwość odpowiedzi (kiedy wykonawcy przykładają mikrofon do słoja, z głośników sączy się zniekształcony głos ludzki, reprezentujący poglądy zwierzęcia). Tekst jest w spektaklu komentowany opartym na prostych choreografiach tańcem.
Przedstawienie, pełne ciekawych pomysłów wizualnych, oparte na znakomitym użyciu światła i kamery wideo, okazało się teatralną wydmuszką pełną prostych, naiwnych i niemiłosiernie głupich rozpoznań oraz przemyśleń na tematy dręczące ludzką egzystencję. I nawet finałowe zaproszenie widzów do wspólnego, żywiołowego tańca na niewiele się tu zdało. KW [link]


Kevin Spacey wcieli się w jedną z najważniejszych postaci XX wieku – premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla.
Film ma nosić tytuł „Captain of the Gate” i skupi się na okresie poprzedzającym drugą wojnę światową, kiedy to brytyjski polityk dopiero kształtował swoją karierę. Za scenariusz tej produkcji odpowiada Ben Kaplan – nieznany szerzej autor scenariuszy do filmów dokumentalnych realizowanych dla stacji History. Reżyser nadal poszukiwany.
Warto wspomnieć coś więcej o najważniejszym nazwisku w obsadzie. Kevin Spacey, dzięki głównej roli w świetnie przyjętym serialu House of Cards, przeżywa aktualnie istny renesans swojej kariery. Choć aktor ma na swoim koncie już dwa Oskary (za Podejrzanych i American Beauty), to trudno nie zauważyć, że w ostatnich latach Hollywood nie dzwoniło do niego z najciekawszymi propozycjami. Dopiero rola bezwzględnego polityka Franka Underwooda w hitowym serialu stacji Netflix ponownie zwróciła na niego uwagę wielkich wytwórni. Być może rola męża stanu i ikony polityki, jaką bez wątpienia był Churchill, przywróci Spacey'ego również na ten większy z ekranów?
PK [link]


Piąty i szósty dzień Festiwalu KRoki upłynęły pod znakiem performatywności.
W środę i czwartek widzowie mieli niepowtarzalną okazję umówić się na indywidualne spotkanie z performerem. Tomasz Bazan między godziną 11.00 a 16.00 był gotów poświęcić około dwudziestu minut każdemu, kto wcześniej zakupił bilet i wybrał godzinę wizyty. Widz mógł zaprojektować własny spektakl – performer był gotów zatańczyć to, co zostanie mu zaproponowane, do wybranej przez oglądającego muzyki. Bazan nie robił jednak zbyt wielu wstępnych założeń, a to, co ostatecznie powstawało, było efektem kontaktu i indywidualnych negocjacji. Wielu decydowało się na wspólny taniec, niektórzy wybierali tylko rozmowę z artystą. Siłą projektu była bowiem przede wszystkim duża otwartości tancerza, swoboda i (być może paradoksalna) naturalność sytuacji.
Środa była też dniem występu Teatru Dada von Bzdülöw. Leszek Bzdyl, Katarzyna Chmielewska i Anna Steller stworzyli spektakl „Zagraj to, czyli 17 tańców o czymś”, żeby zainicjować wejście istniejącego od dwóch dekad zespołu w nową epokę. Na filmowym planie a może w muzealnym skansenie, poprzez ruch, taniec, kostium i słowa, wykonawcy snują swoje historie. Bohaterowie spektaklu (potrójne ja: Janina, Janek, Janka) w 2044 roku kręcą dokument o przeszłości. Przedstawienie istnieje więc jednocześnie w wymiarze futurologicznym (projektuje przyszłość Teatru Dada von Bzdülöw) i pamięciowym (utrwalającym tu i teraz zespołu jako ślad albo powidok, który wkrótce stanie się wspomnieniem).
Piąty dzień festiwalu zamknął znakomity solowy spektakl Anny Nowickiej, który na różne sposoby podejmował temat rozróżnienia między fikcją (rozumianą także, a może przede wszystkim, jako iluzja teatralna bądź optyczna) a rzeczywistością. Nowicka zachwyciła nie tylko przemyślaną i dopracowaną w każdym calu konstrukcją przedstawienia, ale także wykorzystaniem niezwykłej fizycznej sprawności swojego ciała. Całość dopełniała precyzyjna gra świateł i projekcji wideo. KW [link]


Najpiękniejsze biblioteki poza Polską.
Żadnego zaskoczenia na liście Guardiana - dziennik zaproponował kilka nowoczesnych bibliotek, które ich zdaniem są intygujące. Część z nich zawsze gości na podobnych rankingach, choćby paryska biblioteka Sainte-Geneviève. Inne są po prostu budowane w ulubionym stylu nowoczesności, w połączeniu szkła, drewna i światła. Przy całym efektownym blichtrze znika nabożna pokora wobec książek, a czytelnik czuje się w nich swobodnie, odczytując tytuły na grzbietach w pełnym świetle, a nie półmroku. Nie można oceniać generalnie projektowania bibliotek na świecie na podstawie kilku przykładów, ale sam fakt, że są one wyzwaniem i opracowuje się ich nowe projekty, zastanawia w kontekście Polski. Czy na naszym poletku ktokolwiek organizuje konkursy na biblioteki? Na wnętrze bibliotek? U nas z bibliotekami się robi jedno – zamyka się je. Ale przyczyna tego stanu leży także w tym odsetku Polaków, którzy jeszcze czytają. www.theguardian.com... KN [link]


Słabe filmy, takie jak „Nimfomanka”, są tylko tofu do sosu muzyki, czytamy w New Yorkerze.
Krytyk Richard Brody (z dużą brodą) zarzuca von Trierowi znieważenie choćby Sonaty Francka, które nie jest nawet najbardziej obelżywe w historii. Czy można wyobrazić sobie mocniejszą krytykę artysty najbardziej skandalizującego wszech czasów? Von Trier, wedle Brody’ego, nie potrafi odpowiednio dopasować muzycznego arcydzieła do momentu w filmie, a sama muzyka przez połączenie jej z niezręcznymi obrazami zaczyna się już jednoznacznie kojarzyć. Film zawsze powinien wydobywać coś nieoczekiwanego z muzyki, pisze krytyk, i podaje przykład – polski! – filmu Mankiewicza „List do trzech żon”. To jednocześnie jest argumentem za muzyką komponowaną bezpośrednio do filmu, bo ta nie budzi żadnych skojarzeń, które kiepski film wniwecz obraca. Wybór przed widzem jest prosty: albo nie słucha muzyki poważnej, albo nie ogląda von Triera. www.newyorker.com... KN [link]


Czwartego dnia krakowskie KRoki stały się konceptualne.
Po obejrzeniu męskich występów inspirowanych sztukami walki, skonfrontowaniu ich z narracjami kobiecymi, po zobaczeniu spektakli zgłębiających zagadnienia improwizacji i radykalnego minimalizmu, przyszedł czas na przyjrzenie się przedstawieniom kładącym nacisk bardziej na przekazywaną treść, niż na ruch i piękno tańczącego ciała.
"Serce zRozum" to wykład performatywny Iwony Olszowskiej i Magdaleny Przybysz. Artystki zastanawiają się skąd powinno się czerpać taneczne inspiracje. Rozum mówi, że trzeba pytać Mercy Cunninghama i Yvonne Rainer. Serce podpowiada, że lepiej zasięgnąć rady u Isadory Duncan i Piny Bausch. W dialogu i ruchowych etiudach tancerki próbowały znaleźć najwłaściwszą formułę występu, przybliżając jednocześnie sylwetki czterech postaci, trochę dowcipkując na ich temat.
Żartobliwy charakter miał też znakomity spektakl Jonathana Burrowsa i Matteo Fargione złożony z dwóch etiud: "Cheap lecture" i "Cow piece". Tytuł pierwszej jest symptomatyczny – przedstawienie dosłownie jest tanie, bo do jego stworzenia wystarcza kilka prostych sprzętów, trochę kartek papieru, figurki-krowy i instrumenty muzyczne. Rytmicznie wypowiadany tekst do puszczanej z głośników muzyki fortepianowej w "Cheap lecture" wystarcza do stworzenia zabawnego i wciągającego widowiska. „Jeśli nie nadążacie za tekstem, pozwólcie mu po prostu płynąć” – mówią artyści. Faktycznie rytm i forma są tu co najmniej tak samo ważne jak zawartość treściowa. W "Cow piece" do tekstu (zdecydowanie mniej narracyjnego), dochodzi rytmiczne poruszanie figurkami krów po stole oraz gra na instrumentach. Całość jest niezwykle lekka i inteligentna, a co najważniejsze absolutnie bezpretensjonalna.
KW [link]


Anna Augustynowicz "Człowiekiem Teatru".
W poniedziałek w Teatrze Powszechnym w Warszawie wręczono po raz pierwszy Nagrodę im. Zygmunta Hübnera. Tytuł "Człowieka Teatru" został przyznany Annie Augustynowicz, reżyserce teatralnej i telewizyjnej, od wielu lat związanej z Teatrem Współczesnym w Szczecinie. Dorobek Anny Augustynowicz obejmuje niezwykle szerokie spektrum tekstów dramatycznych (i nie tylko): począwszy od klasycznych polskich dramatów ("Wesele"), przez spektakle oparte na twórczości Marka Koterskiego, aż po "Oskara i Panią Różę" Erica-Emmanuela Schmitta. Reżyserka może pochwalić się palmą pierwszeństwa nie tylko w zakresie wprowadzania na polską scenę teatralną współczesnych tekstów dramatycznych, lecz również eksperymentalnymi, minimalistycznymi formami przekazu. Jacek Sieradzki, członek kapituły nagrody i krytyk teatralny, podkreślał w uzasadnieniu wyboru laureata statuetki redukcyjność teatru Augustynowicz. Jednocześnie jednak zwrócił uwagę na silnie obecną w twórczości reżyserki płaszczyznę wartości, kładzenie nacisku na ukazanie głębszych wymiarów egzystencji. Reżyserka przyznanie jej nagrody odebrała jako zobowiązanie do "przyjęcia dobrej energii, po to, żeby podać ją dalej": może zatem inicjatywa Fundacji Teatru Myśli Obywatelskiej im. Zygmunta Hübnera w postaci przyznawania nagrody „Człowieka Teatru” okaże się bodźcem i źródłem energii inspirującym wszystkich ludzi teatru w Polsce? JM [link]

Czy będzie jeszcze przepięknie? Sześć splecionych ze sobą fabularnych nowel na tle współczesnej Warszawy. W obraz stolicy włączono historie ludzi, którzy są w kompletnych opozycjach do siebie - dzieli ich płeć, wiek, status społeczny, łączy natomiast miasto, w którym znaczącą rolę odegra motyw krzyża. Mowa o filmie „Stacja Warszawa”, który do kin trafi już 28 marca. Jest to portret warszawskiej metropolii i jej mieszkańców. Reżyserii filmu, składającego się z sześciu historii, podjęli się: Maciej Cuske, Kacper Lisowski, Nenada Miković, Mateusz Rakowicz i Tymon Wyciszkiewicz, a autorem zdjęć jest utalentowany Arek Tomiak („Obława”, „Dziewczyna z szafy”). „Stacja Warszawa” to zbiorowy, obyczajowy portret bohaterów zamieszkujących to miasto. Złożony z pojedynczych nowel, ma za zadanie tworzyć płynną, fabularną całość. Na ekranie w rolach głównych zobaczymy m.in. Eryka Lubosa, Łukasza Simlata, Klarę Bielawkę czy Janusza Chabiora. Piosenkę przewodnią do filmu nagrała Natalia Sikora, zwyciężczyni jednego z popularnych talent show i aktorka Teatru Polskiego. To już kolejny projekt, który ma na celu ukazanie warszawskich realiów i ludzi żyjących w tym mieście. Za jeden z najbardziej znanych można uważać film „Warszawa” z 2003 roku, w reżyserii Dariusza Gajewskiego. Jaką panoramę obyczajową i wizję stolicy przedstawi „Stacja Warszawa” dowiemy się już niebawem. K [link]


Dorta Jagić Europejskim Poetą Wolności 2014.
Pisarka z Chorwacji otrzymała ten tytuł w III edycji międzynarodowego konkursu za tomik "Kanapa na rynku".
Nagroda Literacka Europejski Poeta Wolności została ustanowiona przez Miasto Gdańsk w 2008 r. Przyznawaną co dwa lata nagrodę - statuetkę oraz 100 tys. zł - otrzymuje poeta z kraju europejskiego, który w najbardziej oryginalny sposób pisze o "wolności rozumianej w kategoriach osobistych, politycznych, religijnych oraz jako prawo do ekspresji intelektualnej, uczuciowej i zmysłowej".
Tegoroczna laureatka to najmłodszy nominowany poeta - Dorota Jagić z Chorwacji ma 40 lat. Nagrody zostały wręczone w piątek wieczorem podczas uroczystej gali w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. SW [link]


NY Times przyznał Polsce tytuł królowej kryminałów! A przynajmniej "fictional variety".
Nasza kryminalna różnorodność jest na światowym rynku nie doceniana, dlatego tak bardzo cieszy nas uznanie ze strony Amerykanów.
Na łamach "International New York Times" Ginanne Brownell zapowiada: po skandynawskich kryminałach nadchodzi czas na polskie. Podobno w skali całej Unii Europejskiej zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w rankingach dotyczących wydawanych kryminałów. A przecież w stosunku do wyników sprzed dziesięciu lat (w 2003 roku wydano jedynie trzy kryminały) jest z naszym rynkiem mrożących krew w żyłach powieści coraz lepiej!W roku 2013 ukazało się aż 112 kryminałów!
Ponadto są one coraz częściej tłumaczone za granicą. Marek Krajewski - ojciec wyśmienitego Eberharda Mocka - powieści o wrocławskim detektywie wydał już w ponad dwudziestu językach. Zygmunt Miłoszewski po raz kolejny zostanie przeniesiony na wielki ekran - zdjęcia do “Ziarna prawdy” ruszają już w marcu! NY Times chwali także królową kryminału - Joannę Chmielewską. Zwraca także uwagę na mało popularną w Polsce parę intrygujących autorów: Małgorzatę Fugiel-Kuźminską i Michała Kuźmińskiego.
Polski kryminał wkracza na salony! SW [link]


Drugi dzień krakowskich KROKÓW przybliżył kobiecy punkt widzenia.
Takako Matsuda z Japonii i Virpi Pahkinen z Finlandii wykonały taneczne sola: Lettres from Lady L. i Three solos. Spektakle wydawały się jednak dość mdłe, w porównaniu z oglądanymi dzień wcześniej popisami męskiej siły i dynamiki.
Obie tancerki poruszały się w minimalistycznej przestrzeni gry. Matsuda próbowała przedstawić kobiecą narrację (ckliwą i niestety bardzo kiczowatą) za pomocą tańca, zmian kostiumów i odczytywanego przez mikrofon tekstu. Pahkinen tańczyła na scenie oświetlanej stojącymi po bokach reflektorami i także wykorzystywała możliwości teatralnego stroju. Jej spektakl składał się z trzech części wyznaczanych przez wygaszenie świateł i zmianę ubrania. Paradoksalnie największe możliwości dawał drugi kostium, krępujący i ograniczający ruchy. Składała się nań długa, żółta suknia ze sztywnego materiału i rodzaj dużej narzutki o owalnym kształcie i falistej teksturze, która utrudniała ruchy rąk. Strój i artystka tańczyli w tej części wspólnie, wzajemnie sobie partnerując. Kreacja Pahkinen odwoływała się do życia przyrody, cyklu rozwojowego owadów, rytmu natury. Przedstawieniu jednak, podobnie jak wystąpieniu Matsudy, zabrakło energii i siły przekonywania. KW [link]

Strona 14 z 53
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |